Żelazowa Wola - piękna, słoneczna niedziela 29. maja. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina po raz drugi zorganizował tu imprezę z okazji Dnia Dziecka. Dla starszych dzieci i młodzieży przygotowany został program sceniczny zatytułowany „Żywiołowy Chopin”. Doskonałym pomysłem było urządzenie „poduszkowego salonu” w basenie przed dworkiem. Dno wyłożone wykładziną, na niej porozrzucane kolorowe poduchy stworzyły świetne miejsce dla dzieci, słuchających historii Frycka. Prym wodziła tu kilkuletnia Matylda, wyjątkowo aktywnie włączająca się w rozmowę o Fryderyku Chopinie. Zwolennicy bardziej aktywnego wypoczynku mogli uczestniczyć w grze terenowej pod hasłem historycznego szlaku poświęconego podróżom Fryderyka. Najmłodsi amatorzy upiększania mieli szansę ozdobić swe twarze profesjonalnymi malunkami, wykonywanymi oczywiście przez fachowców. Wśród zaproszonych gości, którzy tworzyli atmosferę spotkań byli między innymi Zbigniew Zamachowski, Józef Wilkoń, Michał Rusinek. Dla koneserów muzyki poważnej recitale fortepianowe zagrali Lidia Grychtołówna, Marek Bracha i Jerzy Sterczyński. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pewien zgrzyt. I to dosłowny, bo tłuczonego szkła. Nieopodal dworku ustawiona została konstrukcja szkieletowa, a na niej umieszczone obrazki pod szkłem. W pewnym momencie, prawdopodobnie leciutki podmuch wiatru przewrócił instalację, która z impetem gruchnęła na podłoże. Towarzyszył temu brzęk tłuczonego szkła. Ktoś co prawda twierdził, że widział młodego człowiek, który oparł się o konstrukcję i to nią zachwiało. Wydaje się jednak, że powinna ona być tak zabezpieczona, by nic jej nie zagrażało. Tymczasem została po prostu postawiona w alejce i kompletnie niczym nie umocowana. Chyba jakieś cudowne zrządzenie losu sprawiło, że wystawę oglądały w tym momencie zaledwie dwie dorosłe osoby, które zdążyły odskoczyć. Nieco wcześniej spacerowały wzdłuż ponad 10 – metrowej konstrukcji rodziny z małymi dziećmi w wózkach i nieco starszymi, prowadzonymi za rękę. Na usta ciśnie się pytanie, co by było, gdyby konstrukcja runęła w innym momencie. Pracownicy NIFC-u zabezpieczyli teren, a służby porządkowe uprzątnęły szkło. Nie udało nam się niestety porozmawiać z osobą odpowiedzialną za ustawienie i zabezpieczenie wystawy. Podobno zrobiła to jakaś firma zewnętrzna na zlecenie organizatora, którym był wspomniany NIFC. Podobno też kierownik obiektu w Żelazowej Woli, ostrzegał przed zdradliwymi podmuchami wiatru i sugerował porządne zabezpieczenie ustawianej konstrukcji. Zostało to niestety zlekceważone. Może to drobny incydent, bo obył się bez ofiar, nikt nawet się nie skaleczył. Z pewnością jednak jest to nauczka na przyszłość. W sumie niedzielny dzień w Żelazowej Woli należy zaliczyć do bardzo udanych. Przewinęły się przez nią tłumy turystów i okolicznych mieszkańców, którzy postanowili spędzić czas w miłej scenerii, a przy okazji zapewnić dzieciom nieco rozrywki.
monika gadzińska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze