Kiedyś tętniło tu życie, a cegły z Boryszewa znane były nie tylko na Mazowszu. Zakład przez lata zakład dawał miejsca pracy wielu mieszkańcom Sochaczewa. Z czasem produkcja ustała, a cegielnia zaczęła popadać w ruinę.
Zaradni sochaczewianie też przyczynili się do tego, rozbierając część obiektów, z których cegła trafiała na okoliczne budowy. Cenne były zwłaszcza piece zbudowane z tzw. szamotówki. Z tej cegły powstawały też w okolicy bardzo ciepłe domy.
Stan obecny, widoczny na zdjęciach, jest przerażający. Nieogrodzony i niepilnowany teren jest łatwo dostępny dla wszystkich. Po zmierzchu wynoszone jest stąd, wszystko co jeszcze ma jakąkolwiek wartość. Stal na złom, cegły na budowy. Sprawia to, że przebywanie tam staje się coraz bardziej niebezpieczne. A przecież okoliczni mieszkańcy mają dzieci, które szukają przygód w takich właśnie tajemniczych miejscach. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale o nieszczęście będzie coraz łatwiej.
Ponadto jest to ulubione miejsce towarzyskich spotkań przy napojach szumnie zwanych winem, a także ostatnio nielegalne wysypisko śmieci. Tylko patrzeć, gdy pojawi się tam plaga szczurów. O ile już jej nie ma. Kto zatem za to wszystko odpowiada? – mógłby ktoś zapytać. Okazuje się, że nikt. Bowiem teren po byłej cegielni na Boryszewie jest własnością Skarbu Państwa i obecnie ma ustanowionego przez Sąd Gospodarczy w Płocku syndyka masy upadłościowej. On też próbuje sprzedać, co jeszcze zostało do sprzedania, lecz chyba idzie to opornie, bo zobowiązania i długi byłej cegielni są ogromne. Między innymi wobec miasta, z racji zaległych podatków, ale też wobec innych podmiotów. Cegielnię jakiś czas temu próbowano wcisnąć Sochaczewowi. Jak powiedział nam rzecznik burmistrza Daniel Wachowski: „Miasto otrzymało od Urzędu Wojewódzkiego ofertę przejęcia tego terenu w zamian za długi. Jednak władze miasta, po wszechstronnych konsultacjach, uznały ten pomysł za niekorzystny. Przejmując zrujnowany teren, przejąć musiałyby też bowiem wszelkie zobowiązania i długi poprzedniego właściciela, a te sięgają kilku milionów złotych. Przekracza to wartość tej nieruchomości, a trzeba przecież dodać do tego koszty rozbiórki i uporządkowania terenu. Na takie wydatki na pewno nie zgodziliby się radni. W tej sytuacji trzeba było ofertę odrzucić”. Gdyby Skarb Państwa spłacił wierzycieli cegielni, wówczas zapewne miasto teren by przejęło i przywróciło do życia. Czas na ruch po stronie właściciela. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze