„Lepiej skończyć jako niepokorny indywidualista niż zostać karmionym przez rurkę członkiem armii robotów”- wywiad z założycielem serwisu Magivanga, Konradem Szlendakiem
Magivanga to serwis internetowy, który od ponad 13lat stoi na straży kultury i sztuki niezależnej, a także wyzwolonego dziennikarstwa w Polsce. To dzięki nim wiele osób (w tym także niżej podpisany) dowiedziało się o tak ważnych artystycznych indywiduach jak: Kenneth Anger, czy Alejandro Jodorowsky. To strona nie tylko dla muzycznych, filmowych freaków i poszukiwaczy, ale dla tych, którzy chcą znaleźć swoją przystań w sieci, w zalewie wszechogarniającego chłamu.
Z Konradem Szlendakiem znanym jako Conradino Beb rozmawiałem o Magivandze, jej początkach i teraźniejszości, cenzurze w polskich mediach, psychedelii, Kościele Miłośników Lobotomii, LSD i wielu ciekawych tematach. Zapraszam do obszernego wywiadu z twórcą i enfant terrible Magivangi...
Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk: Opowiedz o początkach Magivangi.
Conradino Beb: Magivanga zaczęła się kształtować w połowie 2000 r. w Gdyni, kiedy wraz z Sylwią Biszto (wtedy moją dziewczyną) oraz dobrym kumplem Piotrem Trusiewiczem stwierdziliśmy, że na polskiej scenie zinowej brakuje organu, który poruszałby głębiej sprawy sztuki współczesnej i ezoteryki na obrzeżach sceny metalowej. Innymi słowy, chcieliśmy wystartować z ezoterycznym art zinem, który wypełniałby tę lukę. Jako, że Sylwia miała z nas wszystkich największe doświadczenie w prowadzeniu zina – wcześniej wydawała BARDZO szanowane w Polsce pisemko In Articulo Mortis – temat wydawał się do ogarnięcia i w trójkę (bardzo demokratycznie) stworzyliśmy szybko zręby nowego projektu wychodząc z artykułami, wywiadami, recenzjami etc.
Pierwszy i jedyny numer pisma (numerowany ręcznie) wyszedł w czerwcu/lipcu (?). Ale że był to czas powszechnej internetyzacji w Nadwiślańskim Kraju, Magivanga przeniosła się w sieć na początku listopada i nigdy później nie poruszaliśmy już kwestii wydawania zina na papierze. Po jakimś roku oryginalna redakcja zaczęła się rozpadać (życie, każdy poszedł swoją drogą) i ostałem się tylko ja. Mając pełną kontrolę nad MGV – studiując w tym czasie na UMK w Toruniu – zacząłem nadawać magazynowi nowy kształt, będąc w tym czasie pod wpływem interesującej wymiany informacji, jaka zachodziła na liście mejlowej magia@yahoogroups.com (archiwa listy są dostępne w Internecie). A reszta jest historią...
„Dzisiejszą Magivangę postrzegam głównie jako platformę popularyzacji wszelkich nisz kulturowych...”
Czym w takim bądź razie jest Magivanga dziś?
Dzisiejszą Magivangę postrzegam głównie jako platformę popularyzacji wszelkich nisz kulturowych, a także wymiany informacji poza odgórnie narzuconą opcją polityczną, religijną czy lajfstajlową. Magivanga pozostaje również medium, które całkowicie odrzuca potrzebę cenzury i autocenzury w poszukiwaniu nowych środków semantycznego wyrazu i odkrywaniu tego, co powinno jeszcze zostać odkryte czy zreinterpretowane. W MGV pracujemy ponadto nad rozwojem języka polskiego starając się dynamicznie popychać go ku nowym horyzontom – czasom hybrydyzacji, hiperdystrybucji i hiperaktywności. Ostatnio MGV stała się także nieoficjalną szkołą pisania dla kilku młodych dziennikarzy, z których jestem bardzo zadowolony :)
Wiem, że obecnie strona jest redagowana z Włoch. Czy miała na to wpływ próba cenzurowania Twoich tekstów, czy jest jakiś inny powód tego ruchu?
Na szczęście nie. Ale żeby zapobiec wszelkim potencjalnym próbom zdjęcia strony z sieci, po krótkim pobycie na serwerach Republiki, a potem MOST-u, nawiązałem kontakt z kilkoma jednostkami, związanymi wtedy z serwisem Hyperreal (który sam przeniósł się do Czech po groźbach ze strony ABW) i przeniosłem MGV na niemiecki serwer. Jako, że strony Wordpressa stoją na amerykańskich serwerach, był to także jeden z powodów, dla których zdecydowałem się dokonać re-launchu właśnie na tej platformie. Dla niektórych stron polskie serwery są zwyczajnym ryzykiem i lepiej dmuchać na zimne. Magazyn jest jednak prowadzony z Włoch, gdyż tu obecnie mieszkam razem ze swoją włoską narzeczoną po 4-letnim pobycie w Londynie, gdzie wyemigrowałem w październiku 2007 po rzuceniu pracy dziennikarza w Polsce.
„Informacja chce być wolna, informacja chce być droga”
No właśnie, cenzura kojarzona jest z poprzednim ustrojem. Czy twoim zdaniem nadal funkcjonuje coś takiego jak cenzura?
W Polsce cenzura istnieje cały czas – z krótką przerwą w latach 1989-98 – tyle że zmieniła się jej natura. Jeśli pracujesz w mediach, twoje teksty są nieustannie cenzurowane pod kątem polityki redakcyjnej, wymagań reklamodawców, czy estetyki danego medium. Ponadto, jeśli medium jest zależne od państwa, jak np. TVP, cała ramówka staje się elementem bezpośrednich machinacji politycznych, które starają się zdominować niezależną – w teorii – infosferę, by wzmocnić filary sprawowanej władzy.
Jednak sprawa ma także wymiar o wiele bardziej prozaiczny. Informacja stała się w latach "90 i latach "00 czystym towarem – sceną sprzedaży. O ile samo urynkowienie cennego towaru nie jest niczym złym, a procesem zupełnie naturalnym, wpływ rynku na pozyskiwanie, przetwarzanie i szerzenie informacji ma także swoje negatywne strony. Jedną z nich jest uzależnienie treści i formy informacji – jej kanalizacja i segmentalizacja – od targetu odbiorczego, który szybko przyzwyczaja się do redakcyjnej, odgórnej preparacji i homogenizacji, by po czasie – za sprawą „negatywnego feedbacku” – stać się na nią zupełnie niewrażliwy. Innymi słowy, ludzie bezdusznie kupują informację i przestają wykorzystywać ją jako punkt wyjścia, którą tak naprawdę jest.
Ten paradoks dobrze opisuje stwierdzenie: „Informacja chce być wolna, informacja chce być droga”. Ludzie nie dostrzegają cenzury, gdyż zwyczajnie przestali zauważać rożnicę, a ci którzy dokonują gestów medialnej idiosynkrazji, są zmuszani do bytowania na marginesie. Ale powtórzę jeszcze raz, jest to proces mniej lub bardziej naturalny, z którym nie ma sensu walczyć. Radzę po prostu odrzucić dominujący monolit – który się zresztą wali na naszych oczach – zacząć grzebanie w otchłani infosfery i robić swoje.
Oprócz działań w internecie nadzorowaliście wiele ciekawych projektów artystycznych takich jak choćby Przegląd Filmuf Magicznych i Eksperymentalnych. Możesz opowiedzieć o idei tego festiwalu i tym jakich twórców filmy można było podczas jego trwania obejrzeć?
Pomysł na przegląd zrodził się podczas moich studiów antropologicznych w Toruniu. Gdzieś w głowie wylęgła mi się idea pokazywania ludziom szalonych, niszowych, eksperymentalnych dzieł, których nie można oczywiście było zobaczyć ani w kinie, ani na retrospektywach. Przy okazji stwierdziłem, że byłby to dobry pomysł na wzajemne poznanie się jednostek, siedzących w klimatach ezoterycznych, psychedelicznych, satanistycznych, neopogańskich, neoszamańskich, czy anarchoindywidualistycznych, ale nie mających okazji na wymianę poglądów. Wiesz, jak pijesz wspólnie browary i palisz jointy, to wszystkie maski nagle spadają i tak faktycznie się stało. Na trzech odsłonach można było zobaczyć sporo rzeczy: Witchcraft "70, krótkie metraże Harry"ego Smitha, Świętą górę Jodorowsky"ego, How To Operate Your Brain Leary"ego i wiele innych tego typu rewelacji.
Czym jest (był?) Kościół Miłośników Lobotomii?
Był to efemeryczny projekt performerski, który zapoczątkowałem na występach Szumivnych Tablet – zespołu industrialnego, w którym wtedy grałem – w Gdyni. Oprócz legendarnego koncertu w klubie Mojave, z którego ludzie wychodzili bo było za głośno, zrobiłem jeszcze performance w Wejherowie (gdzie się wychowałem) na jakimś wieczorku poetyckim (tam ludzie naprawdę się wystraszyli), a potem razem ze znajomymi otworzyliśmy trzecią edycję wspomnianego Festiwalu w Toruniu. Ten ostatni występ był moim łabędzim śpiewem i został nawet zarejestrowany na taśmie wideo. Po tym stwierdziłem, że performance jest martwy i przestawiłem się w 100% na pisanie :)
Twórczość takich freaków kina jak Kennetha Angera i Alejandro Jodorowsky"ego przez lata była w Polsce w totalnym podziemiu. A obecnie ich filmy są wyświetlane często np. na TVP Kultura, czy Ale Kinie. Co sądzisz o tym renesansie popularności kina eksperymentalnego i czy uważasz, że jako Magivanga dołożyliście swoją małą cegiełkę do tego zjawiska?
Nie ma czegoś takiego, jak renesans popularności kina eksperymentalnego. Ten temat był zawsze niszowym zjawiskiem i jako nisza miał zawsze swoich fanów i zwolenników. Ale co do Jodorowsky"ego i Angera, myślę że MGV na pewno sporo się przysłużyła popularyzacji twórczości obydwóch w Polsce. Manana posłużyła się nawet moją biografią Jodorowsky"ego w opisach filmów, wydanych w ślicznym box secie. Nie robiłem jednak afery, bo nie miało to żadnego sensu. Cieszyłem się za to, że ktoś porządnie wydał filmy tego nieprzeciętnego reżysera. Miło by było jednak, gdyby ktoś skupił się wreszcie w Polsce na konsekwentnym wydawaniu undergroundowych klasyków, bo do wyczerpania tematu dużo jeszcze brakuje!
„Psychedelia powinna być traktowana jako ważny składnik kultury Zachodu, która przez wiele lata istniała jedynie w podziemiu, dokąd zepchnięta została przez agresywne Chrześcijaństwo, zorientowane na kulturową hegemonię.”
Czym jest dla ciebie Psychedelia?
To ciekawe pytanie, na które przez wiele lat nie było zdecydowanej odpowiedzi. Ale w swojej doskonałej książce Psychedelia Patrick Lundborg wiąże w jedną całość Misteria Eleusis, twórczość Williama Blake"a, Platona i neoplatonistów, kontrkulturę z Haight Ashbury, twórczość The 13th Floor Elevators, współczesne badania nad DMT, wykłady Terence"a McKenny, kościoły ayahuaskowe i kulturę psy trance, wskazując że reprezentują one wszystkie fundamentalną duchowość, opartą na zażywaniu środków psychedelicznych lub stanach pokrewnych doświadczeniom z halucynogenami. Sam przychylam się do tej tezy. Sądzę, że Psychedelia powinna być traktowana jako ważny składnik kultury Zachodu, która przez wiele lata istniała jedynie w podziemiu, dokąd zepchnięta została przez agresywne Chrześcijaństwo, zorientowane na kulturową hegemonię. Ale Psychedelia jest obecnie żywsza niż kiedykolwiek udowadniając swoją niezwykłą odporność na represje i w ciągu następnych 100 lat z pewnością wyprze z areny wiele ze zmurszałych systemów filozoficzno-religijnych.
Gdybyś mógł przenieść się do drugiej połowy lat 60-tych, w jakim wydarzeniu chciałbyś wziąć udział i dlaczego?
Bycie częścią społeczności Haight Ashbury w okresie 1965-67 czy branie udział w Próbach Kwasu, organizowanych przez Kena Keseya & The Merry Pranksters, to musiałby być trip.
Czym są dla ciebie psychodeliki?
Są to środki zmieniające świadomość... bez żadnej nadbudowy religijnej, mistycznej, czy politycznej. Dużo ludzi gubi się w modelach, stworzonych przez proroków przemiany świadomości: grzybowych głosach, kwasowej utracie ego, kosmitach na DMT, marihuanowym błogostanie, porzucając po drodze jedną fundamentalną sprawę – zmiany nie powinno się definiować i nieswoistość doświadczenia jest tu kluczem.
Znanym propagatorem środków zmieniających świadomość i kultury hipisowskiej w Polsce jest Kamil Sipowicz. Czy twoim zdaniem jest on autentyczny w tym co robi? Jakie masz zdanie na temat jego literatury?
Szczerze mówiąc, nie czytam polskiej literatury na temat środków psychedelicznych, bo są to w znacznej większości bzdury, oparte o modele socjologiczne z czasów komunistycznych, z wyjątkowo słabym oparciem źródłowym. Książek Kamila Sipowicza nie znam, nie będę się więc wypowiadał. Ile zresztą mamy pozycji na ten temat, napisanych przez polskich autorów? 3? 5? Pod tym względem stoimy bardzo słabo.
Właśnie kilka dni temu miała miejsce 70-ta rocznica „stworzenia” przez Alberta Hoffmana LSD. Świętowałeś ją w jakiś specjalny sposób? :) Co sądzisz o „Dziecku Szalonego Profesora”? Czy Twoim zdaniem „Kwas” został należycie wykorzystany zarówno w popkulturze, jak i działaniach społeczno – naukowych?
Z LSD jest taki problem, że w latach "60 namnożyło się na jego temat mnóstwo teorii i pogłosek, które nigdy nie zostały porządnie zweryfikowane naukowo (środek po prostu zręcznie wymyka się wszelkim próbom definicji). Z drugiej strony, wpływ kwasu na kulturę alternatywną – ale nie tylko – wciąż pozostaje ogromny. Ostatnio mniej go jednak w dyskursie publicznym. Jedyne badania nad LSD przeprowadzane są obecnie w Szwajcarii, a lwią część renesansu badań nad psychedelikami zajęły psylocybina i DMT. Kwasu nie da się niestety wykorzystywać w żadnych oficjalnych działaniach społecznych z jednego względu – jest to środek absolutnie nieprzewidywalny, prawdziwe dziecko chaosu. Jedyne akcje, jakie więc udaje się przeprowadzić za pomocą kwasu, należą do sfery osobistych wglądów, a także kontrkultury, która nie ogranicza swojego istnienia niemożnością zdefiniowania jego funkcji dając się porwać prądowi czystego chaosu.
Jakbyś miał sporządzić listę 5 najbardziej odjechanych filmów i płyt, które też wpłynęły na Twoje postrzeganie sztuki i rzeczywistości to byłyby to...
Ok, spróbujmy... Święta góra, Międzynarodowe centrum szczęśliwych ludzi, Urodzeni mordercy, Pulp Fiction, Boogie Nights i 150 innych filmów, bo te pięć to tak z czapy rzuciłem.
A co do muzy to będzie jeszcze trudniejsze, ale...no dobra spróbujmy: Apteka- Menda, Slayer- Reign in Blood, Jefferson Airplane- Surrealistic Pillow, The 13th Elevators- The Psychedelic Sounds of the 13th Floor Elevators, Fela Kuti & Ginger Baker- Live!
Na pewno dużo brakuje do pełnej listy, ale trudno.
Twój największy autorytet?
Nie posiadam, bo to niebezpieczna sprawa.
Czy dzisiejsze czasy są psychodeliczne?
Wszystko może być psychodeliczne, zależnie od tego, jak często zażywasz środki i ile z ich efektów dostrzegasz dookoła.
Powiedz na sam koniec kilka słów dla naszych czytelników.
Nie bójcie się wychodzenia z szeregu, zadawania niewygodnych pytań i kwestionowania tego, czego was nauczono. Lepiej skończyć jako niepokorny indywidualista niż zostać karmionym przez rurkę członkiem armii robotów.
Wywiad przeprowadził: Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk
Magivanga w sieci:
http://magivanga.wordpress.com/
https://www.youtube.com/user/MagivangaMagazine23
https://www.facebook.com/pages/Magivanga-Magazine-The-Vaults/233987339951355
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze