Wtedy rzekł Bóg, i stało się tak... - wywiad z Ojcem dr Ignacym Kosmaną
Stowarzyszenie Przyjaciół Mieszkańców Gminy Teresin "Impuls"
12/09/2009 14:49
Wtedy rzekł Bóg, i stało się tak... (wywiad przeprowadzony z Ojcem dr Ignacym Kosmaną, wykładowcą homiletyki w Wyższym Seminarium Duchownym OO. Franciszkanów w Łodzi-Łagiewniki)
Czym jest dla Ojca słowo Boże? Słowo Boże jest dla mnie słowem samego Boga, natchnionym i skutecznym. Święty Paweł powołany pod bramami Damaszku na Apostoła Słowa – na proroka – bardzo wysoko cenił wartość natchnionego Słowa, dlatego pisze: „Wszelkie Pismo, od Boga natchnione jest i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do wychowywania w sprawiedliwości” (por. 2Tm 3,16). Ta wypowiedz św. Pawła określa, czym naprawdę jest Słowo Boże: nie jest ono ludzką refleksją czy spekulacją, lecz jest natchnione przez Ducha Świętego i ma wymiar wychowawczy, pedagogiczny. Stąd wartość Słowa jest wieloraka: poznawcza, wychowawcza, zbawcza. Szczególnie ostatnia cecha Boskiego Słowa jest ważna dla wierzącego: niesie w sobie łaskę zbawienia, moc przetwarzającą człowieka od wewnątrz. Słowo Boże dla mnie – kierowane do wszystkich: do ludu Bożego, do kapłanów nauczających w niedziele, odprawiających rekolekcje, misje; także do przygotowujących się do kapłaństwa kleryków – jest ową ewangeliczną perłą, bez której nie sposób wyobrazić sobie sensu ludzkiej egzystencji. Można tu zadać inne pytanie: czy jest to Słowo rzeczywiście skarbem – w wymiarze wychowawczym, a zwłaszcza zbawczym – dla samych księży, kleryków i ludu...? To pytanie o nasz stosunek do Pisma Świętego. Czy kochamy Słowo Boże? Szczególnie kapłan oraz kleryk, człowiek przygotowujący się do kapłaństwa, winni są Pismu Świętemu szacunek i codzienną przy Nim obecność – poprzez czytanie, rozmyślanie, refleksję... Oraz inne pytanie: Czy my, księża wiernie głosimy to Słowo? Czy jest to jeszcze Słowo Boże, czy tylko ludzka dywagacja? Czy głosimy skutecznie? Bóg rzekł: i stało się! Kapłan powiedział – i co...? Niestety, często zdarza się, że kapłan popełnia plagiat albo wręcz głosi własną naukę. Tymczasem ma on być głosem wołającego Boga na pustyni, głosem przygotowującym drogę Panu, głosem prostującym drogi naszego życia (por. Mt 3,3; Iz 40,3), tak aby każdy słuchacz niedzielnego kazania swojego proboszcza mógł powiedzieć: „To mówi Pan Bóg!” – a nie monsieur l`abbe („pan ksiądz”).
Jak słowo Boże wpływa na Ojca codzienne życie? Słowo Boże wypływa z życia duchowego człowieka i umacnia je. To coś w rodzaju „samonapędzającej się” siły. Słowo Boże ma rzeczywiście w sobie tę sprawczą moc, która pozwala kapłanowi – wierzącemu kapłanowi! – stworzyć nowe serce słuchacza. Powiedział kapłan i stało się.... W przeciwnym wypadku słowo kapłana będzie czczym moralizatorstwem, „egipską plagą” ambony. Taki kapłan jest chory. Chora jest jego wiara. Moralizatorstwo to symptom tej choroby. Bardzo się bronię przed tą „niedyspozycją”, wszak oznacza ona brak właśnie dyspozycyjności w Boskim przepowiadaniu. Skutki tej „pandemii” są aż nadto widoczne – to słuchacze, którzy mają uszy, a nie słyszą; to prorocy, którzy mówią, a nie staje się... Przypomina to rzucanie grochem o ścianę. Kaznodzieja powinien wiedzieć, że nie jest jego posłannictwem rzucanie „grochem o ścianę”, lecz rzucanie ziarna w glebę... Zakazy i nakazy to „pokarm” dla dzieci. Sprawia on, że wierzący nie „rośnie”, jest puer aeternus, katolikiem zdziecinniałym. Jego religijność i wiara są wtedy płytkie, naiwne i bezrefleksyjne, nierozumne.
Jak przemawiać do ludzi starszych, ludzi młodych, aby zechcieli przyjąć głoszone słowo i rady ewangeliczne? Czy dzisiaj nasze homilie trafiają do ludzi? Nie trafiają, dlatego, największym grzechem współczesnych kaznodziejów jest instrumentalizacja słowa Bożego. Nie jest to nic nowego. Zjawisko to zostało już opisane w księdze Jeremiasza. Uosabia je fałszywy prorok – fałszywy kaznodzieja. Taki apostoł zwiastuje urojenia własnego serca, a nie słowa pochodzące z ust Bożych. Przepowiadanie siebie nie jest w stanie trafić do serca współczesnego słuchacza. To ma być proroctwo Boga i w imię Boże, a nie własna dywagacja w imię moje... Aby trafić do młodzieży i słuchaczy różnego stanu i wieku kapłan musi być przede wszystkim wierzącym; wierzącym Słowu i w Słowo. W przeciwnym wypadku stanie się manipulatorem świętego tekstu. Nie można mówić tego, w co się nie wierzy. To obłuda. Bóg jest Prawdą i brzydzi się religijną obłudą. I więcej, to nie tylko przekonanie o prawdzie Słowa, ale „praktykowanie” tej Prawdy w codziennym życiu kapłana. Słowo Boże jest bez względu na człowieka, do którego jest kierowane. Nie istnieją oddzielne imperatywy dla ludzi „mądrych” i „maluczkich”. Normy moralne są jednakowe dla wszystkich. Tu nie ma równych i równiejszych. Z drugiej strony, Słowo to przede wszystkim pozytywne przesłanie – przesłanie zbawcze. Bóg obdarzył każdego człowieka łaską synostwa Bożego, mocą Ducha Świętego. Wyposażył go w różne charyzmaty. Dary te umożliwiają realizacje Bożego planu względem nas. Dlatego należy ukazywać młodemu, jak i starszemu, człowiekowi, wykształconemu i niewykształconemu, kim on – ten człowiek – jest w Chrystusie i co od Chrystusa otrzymuje, dopiero potem można mówić, co ma ów człowiek czynić. Pomijanie tego zbawczego indykatywu prowadzi do zdrady chrześcijaństwa, do formułowania zarzutu wobec wiary Kościoła, że jego przepowiadanie ogranicza się jedynie do nakazów i zakazów, do „ślepego” posłuszeństwa – w imię: „bo tak ksiądz powiedział”. To nie jest głoszenie Słowa – to moralizatorstwo. Nakłada ono na barki słuchaczy ciężar nie do uniesienia; nie pokazuje źródła siły wierzących.
Co to znaczy być dobrym kaznodzieją. Jakie warunki powinni spełniać dobrzy kaznodzieje? Święty Augustyn powiedział, kim jest dobry kaznodzieja. Dobry kaznodzieja to przede wszystkim człowiek, który – obok zdolności opanowania sztuki wymowy – troszczy się o swoją mądrość. Dobry kaznodzieja, to mądry kaznodzieja. Nie jest to równoznaczne z posiadaniem rozległej wiedzy czy doskonalej pamięci, chodzi raczej o dobrą znajomość Pisma Świętego, jego rozumienie i umiejętność przekazywania słuchaczom ducha, a nie litery. Wybitni kaznodzieje pouczali „łagodnie” (2Kor 10,1), wyjaśniali zrozumiale, „że nie wolno wykraczać ponad to, co zostało napisane” (1Kor 3,6b); mowa ich była przejrzysta. Dobry kaznodzieja „oczarowuje” słuchacza. Augustyn rozumie przez to utrzymywanie słuchającego w skupieniu. Kaznodzieja ma go pozyskać, zdobyć, przekonać i nawrócić. Myślę, że to kryteria są nadal aktualne, powinny przyświecać współczesnemu kaznodziei. Kiedy kaznodzieja „tworzy” kazanie, powinien zadać sobie pytania: Czy moje kazanie oczaruje słuchacza? Czy utrzyma go w skupieniu? Czy nie zanudzi? I tu uwaga do wszystkich kleryków, żeby uczyli się przepowiadania Słowa nie tylko na ambonie, ale również na wykładach, przy rozmowach; żeby nie mówili rzeczy banalnych, bo staną się nudziarzami; żeby nie „ściemniali” – mówiąc młodzieżowym slangiem. Bardzo dużo mamy ściemniaczy. Tymczasem Prawda Boża jest jasna. Nie należy jej zaciemniać. „Ściemniacze” nikogo nie oczarują – ośmieszają Boga. Stąd wielu wierzących oskarża kaznodziejów o „wciskanie ciemnoty”, wielu nazywa Kościół „Ciemnogrodem”. Kaznodzieja nie musi mówić rzeczy nowych, wszak „oznajmia, co było od początku, co usłyszał o Słowie życia, co ujrzał własnymi oczami, na co patrzył i czego dotykały jego ręce” (por. 1J 1,1). Nowa ma być forma przekazu: ciekawa, współczesna.
Kim powinien być dzisiejszy kaznodzieja? Powinien być przede wszystkim prorokiem, widzącym i wiedzącym, wpływowym czynnikiem religijnym Kościoła. Ma znać historię zbawienia i historię człowieka. Przyda się znajomość antropologii i filozofii. Winien być zorientowany na bieżąco w aktualnych wydarzeniach: kościelnych, religijnych, państwowych, społecznych. Przede wszystkim jednak powinien znać Pismo Święte, często do niego zaglądać. Jego lektury, to także – biblijne komentarze oraz katolicka i świecka prasa: „Przewodnik Katolicki”, „Niedziela”, „Newsweek”, „Polityka”. Kaznodzieja to człowiek zorientowany. I oczytany. Potrafi skorzystać z bogactwa literatury, jak czyni to choćby biskup Józef Zawitkowski. Wiary nie da się przedstawić „suchym” językiem teologicznym. Wiara ma coś z poezji. Jest Poezją samego Boga. Przybliżał nam tę poezję jakże pięknie ksiądz Jan Twardowski. Poezja potrafi w kilku słowach odsłonić nam istotę rzeczy, dać błysk wiary. Kaznodzieja i kapłan ma być też lekarzem dusz i ciał. Tak, ciał również. Chrystus obiecał, że Jego uczniowie dokonają jeszcze większych dzieł niż On (por. J 14,12). Będą leczyć przez dotyk i przez słowo. Który jednak z kapłanów-kaznodziejów odważy się powtórzyć za Jezusem: „Cóż jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań i chodź?.. (Mt 9,5). Skąd mogę wiedzieć, a kieruje te słowa także do siebie samego, czy moje lekarska praktyka odnośnie boskiej duszy odniesie pozytywny skutek, skoro nie potrafię uleczyć zwykłego ludzkiego ciała? Niestety, nasza wiara już dawno nie jest tak „wielka” jak małe jest ziarnko gorczycy. A pomimo to jakże często krzyczymy na ludzi. Prawdziwy lekarz nie krzyczy. Słowo Boże płynące z ust kapłańskich powinno leczyć, a nie ranić; powinno podnosić na duchu, a nie spychać w poczucie winy. Moralizatorstwo, to wielka bolączka polskiej ambony. Musi dokonać się „nawrócenie” przepowiadania. Wymagania moralne mają być konsekwencją, skutkiem, a nie kryterium, zbawczego wydarzenia i charyzmatycznego obdarowania. W przeciwnym wypadku zawisną w próżni. Przepowiadane będzie wówczas tylko ludzkie słowo. A ono nie jest w stanie uleczyć duszy ani ciała. Będzie zwykłym mędrkowaniem ks. Iksinskiego. Spuścizną takiego głoszenia jest postępująca degradacja chrześcijańskiej tożsamości. Aby być godnym głosicielem Pana Jezusa trzeba, aby jutrzejszy kapłan modlił się o ten charyzmat już dzisiaj, jako kleryk. U Boga wszystko jest możliwe. Bóg może dać Polsce drugiego Kopernika – Kopernika polskiej ambony, który poruszy ziemię...
Jaki powinien być język dzisiejszego kaznodziei? Przede wszystkim – język wiary. Wiara to akt osobowy: wolna odpowiedź człowieka na inicjatywę Boga. Ma to być odpowiedź przez historię własnego życia, w którym człowiek doświadczył obecności Boga, wówczas język będzie życiowy, konkretny, odwołujący się do tego właśnie doświadczenia. Stosując język abstrakcyjny kaznodzieja ignoruje religijne doświadczenie słuchacza, gdyż nie pozwala mu zobaczyć, usłyszeć i poczuć, zakosztować tego, o czym Bóg mówi. Język konkretu obejmuje „wszystkie nasze dzienne sprawy”: troski, problemy, pragnienia i pytania – o niesprawiedliwość i dobroć, o solidarność i egoizm. Taki język trafia do wyobraźni wiary i na płaszczyźnie wiary kształtuje życie, które jest konkretne. Język ambony powinien ponadto być językiem poetyckim. Poezja wyzwala w człowieku poruszenie i prowokuje do przekroczenia „umysłowego” oglądu rzeczy i prowadzi do poznania serca. Prowadzi do miłości. A Bóg przecież jest Miłością.
Czego Ojciec życzyłby wszystkim kapłanom, a także nam – przyszłym kapłanom? Żeby nie nudzili i nie mówili banałów. Największymi grzechami w Kościele dzisiaj są – nuda i banał! Księża kochani, klerycy, nie popełniajcie tych grzechów! Bądźcie artystami przepowiadania, artystami na ambonie; tego przecież uczył nas – Jan Paweł II.
Kl. Piotr Jarota & Kl. Rafał Kaczmarek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze