Od wielu lat nasza redakcja z chęcią przyjmuje sygnały od czytelników. Dotyczą one najróżniejszych tematów - są to zarówno prośby o pomoc jak i komentarze odnośnie życia codziennego. W ostatnich dniach zwróciło się do nas kilkoro mieszkańców Sochaczewa, których na pozór nie mające ze sobą związku telefony łączył jeden wątek, a mianowicie trudności z załatwieniem nagłych spraw w czasie weekendu. Mechanicy odpoczywają Jako pierwszy, swój przypadek opowiedział nam mieszkaniec, który bezskutecznie usiłował naprawić samochód w sobotę po południu. „Odwiedziła mnie rodzina z Warszawy. Po drodze okazało się, że ich samochód szwankuje. Postanowili dojechać do Sochaczewa i naprawić go na miejscu” – mówi. Tu zaczęły się schody. Pomimo iż, jak zapewnia mężczyzna, obdzwonione zostały wszystkie warsztaty w mieście i okolicach, żaden fachowiec nie był zainteresowany naprawą. „Sprawa była o tyle poważna, że następnego dnia wieczorem sprawny pojazd był nam niezbędny. Oferowaliśmy ekstra zapłatę, a mimo to nie udało nam się nic załatwić. Moim zdaniem Sochaczew jest na tyle dużym miastem, że znalezienie w nim mechanika nie powinno stanowić większej trudności, nawet w wolny dzień. Byłem zaskoczony, że żaden z właścicieli nie uwzględnił np. awaryjnych dyżurów telefonicznych” – podsumowuje. Nam również nie udało się znaleźć zakładu mechanicznego, który, w razie potrzeby, świadczyłby usługi w weekend. Wszystkie warsztaty zamykane są na cztery spusty najpóźniej w sobotnie popołudnie. Mechanicy, z którymi rozmawialiśmy, w przypadku awarii radzą skorzystać z ogólnopolskiego numeru pomocy drogowej 96-37. „Kierowcy zajmujący się holowaniem mogą pomóc w drobnych sprawach takich jak np. rozładowany akumulator. Oczywiście odholują nam też samochód na lawecie. W poniedziałek możemy już bez przeszkód wstawić pojazd do dowolnego mechanika” – powiedział nam jeden z nich. Z bólem zęba do Warszawy Również ci, których dopadnie nagły ból zęba, nie mają co liczyć na pomoc na miejscu. Sobotnie popołudnie to także czas, kiedy zamykane są gabinety stomatologiczne. „Próbowałam znaleźć stomatologa, który przyjąłby mnie w niedzielę. Bardzo szybko okazało się, że jeżeli nie mam możliwości udania się na dyżur do Warszawy, jedyne co mi pozostaje, to proszki przeciwbólowe. Rozmawiałam już na ten temat z rodziną i znajomymi. Szybko okazało się, że takie przypadki są nagminne w Sochaczewie” – powiedziała nam jedna z czytelniczek. I tym razem postanowiliśmy zwrócić się do źródła, a więc do sochaczewskich dentystów. Wszyscy, z którymi rozmawialiśmy przyznali, że nie wiedzą o nikim, kto świadczyłby usługi w dni wolne. „Sam nie przyjmuję wtedy pacjentów. Nie słyszałem też o nikim, kto by to robił” – mówią zgodnym głosem. Dobra wola weterynarza Trzecią osoba, która przekazała nam swoją historię, była czytelniczka próbująca w niedzielę wieczorem znaleźć pomoc dla chorego psa. „Każda z naszych lecznic podaje dyżurny numer telefonu. Próbowaliśmy z nich skorzystać w niedzielę, około godziny 19. Nasz psiak nagle sie rozchorował i trzeba mu było szybko pomoc. Obdzwoniliśmy weterynarzy w Sochaczewie i okolicach. Nawet w żyrardowskiej lecznicy, reklamującej się jako dyżurująca 24 godziny na dobę, telefon milczał. W końcu jedyny lekarz, który odebrał telefon i przyjął nas, to weterynarz z Iłowa. Niestety, mógł on tylko podać leki uśmierzające ból, bo w swoim gabinecie nie miał warunków do wykonania operacji czy prześwietlenia brzucha. Żałujemy, że zamiast liczyć na sochaczewskich lekarzy, od razu nie pojechaliśmy do Warszawy - może zdążylibyśmy odratować naszego czworonożnego przyjaciela. Jednak, zarówno stan psa, jak i warunki pogodowe, nie bardzo sprzyjały takiej podróży” – napisała w mailu do redakcji. By potwierdzić treść listu, zwróciliśmy się do Powiatowego Inspektoratu Weterynaryjnego oraz poszczególnych lecznic. Już w PIW poinformowano nas, że na terenie Sochaczewa, żaden z gabinetów nie świadczy całodobowych usług. „Wszystkie lecznice pracują w określonych godzinach” – powiedziano nam. Także weterynarze przyznali, że przy wejściu do gabinetu czy lecznicy umieszczają numer telefonu alarmowego, a dyżury w ścisłym tego słowa znaczeniu nie są praktykowane. „Przychodnie weterynaryjne działają odmiennie od całodobowych klinik. Myślę, że nikt nie ponosi winy za zaistniałą sytuację, gdzie doszło do nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Jeżeli chodzi o numery telefonów alarmowych, to lekarze odbierają je w miarę możliwości. Zdarza się np., że są one poza zasięgiem. Osobiście, jeżeli nie mam możliwości dojechać do zwierzęcia, kieruję jego właścicieli do całodobowej lecznicy na ul. Powstańców Śląskich na warszawskim Bemowie. Jest ona oddalona od Sochaczewa o 45 minut drogi” – powiedziała nam jedna z lekarzy weterynarii. Inny nasz rozmówca przyznał zaś, że z jego doświadczenia wynika, iż numery te wykorzystywane były wielokrotnie do błahych celów. „Warto tu podkreślić, że służą one do szukania pomocy w nagłych i ciężkich przypadkach, np. przy porodzie. Niestety, niektórzy myślą, że w ten sposób mogą wezwać weterynarza do odrobaczenia psa” – powiedział. Dzień wolny od problemów? Historie opowiedziane przez naszych rozmówców powinny dać do myślenia przede wszystkim tym, którzy świadczą wyżej wymienione usługi. Oczywiście, nie negujemy tego, iż każdy ma prawo do czasu wolnego i odpoczynku. Z drugiej strony, należy wziąć pod uwagę zmieniające się realia życia codziennego. Tym bardziej, że zwłaszcza w przypadku weterynarzy czy stomatologów jest to kwestia ustalenia dyżurów na zasadzie podobnej do tych aptekarskich, tyle, że telefonicznych. W większości polskich miast dzień wolny nie oznacza już bowiem utraty możliwości uzyskania pomocy w najpilniejszych sprawach. Niestety, teraz pozostaje nam życzyć wszystkim sochaczewianom, by sytuacje alarmowe przydarzały im się wyłącznie od poniedziałku do piątku. Agnieszka Poryszewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze