Jeśli kilkunastoletnie dziecko, bo to jeszcze dziecko, odbiera sobie życie, to jest to totalną porażką zarówno rodziny, jak i szkoły. Młody człowiek zapewne wysyła jakieś sygnały, mówiące, że coś jest nie tak, że jest mu źle, że ma problem, że zwyczajnie sobie nie radzi z konkretną sytuacją lub w ogóle z całokształtem. Po jednym niepowodzenie, prawdziwe lub też wydumane, spłynie jak woda po kaczce, inny załamie się. Problemy rodzinne mogą stanowić źródło ekstremalnego stresu, szczególnie, że najczęściej mają charakter przewlekły. Okres szkolny, szczególnie czas dojrzewania, przypadający na ogół w latach gimnazjalnych, nie jest wolny od problemów. Wręcz przeciwnie – nad częścią młodzieży trudno wtedy zapanować. Ale... Ciało pedagogiczne takie z prawdziwego zdarzenia, kochające swój zawód, a nie kierujące się jedynie długością wakacji, to wielkie szczęście dla ich podopiecznych. Niestety niektórym zdecydowanie pomyliło się wychowywanie z tresurą. Choć szczerze powiedziawszy, to tresura psów absolutnie nie polega na zastraszaniu, upokarzaniu, czy kompletnym lekceważeniu. Tym bardziej więc nie należy próbować zdobywać szacunku młodego człowieka żadną z powyższych metod. A niestety zdarza się to dość nagminnie. I to o zgrozo tam, gdzie dzieci należy wychowywać. Ktoś, kogo denerwuje nauczanie i wychowywanie, powinien szybciutko zmienić zawód. Czy powinien być nauczycielem ktoś, kto wita swych uczniów słowami; wy barany i debile? Albo podczas wf-u mówi: znowu się tłuściochu nie zmieściłeś pod ławeczką. A dzieci, jak to dzieci – skwapliwie podchwytują i dokuczają potem koledze. Czy powinien być nauczycielem ktoś, kto dzieli wychowanków na lepszych i gorszych, w zależności od statusu społecznego rodziców, zasobności ich kieszeni, a wreszcie lepszego lub gorszego ubrania, w którym uczeń przychodzi do szkoły? Ktoś powie, że tak przecież nie jest, że to niemożliwe. Zapewniam, że niestety tak właśnie jest w wielu szkołach. Obok wspaniałych ludzi, cieszących się szacunkiem i osiągających wspaniałe wyniki wychowawcze i dydaktyczne, są też i tacy, którzy z upodobaniem upokarzają swych uczniów. Dosadnie mówiąc olewają zasady swej profesji, dobrego wychowania, a często i wszelkie dokumenty, mówiące o trudnościach w nauce czy istniejących dysfunkcjach. Aż swędzą mnie palce, by wymienić przynajmniej kilkoro nauczycieli, stanowiących takie niechlubne przypadki. Czasem ludzie mówią, czasem któreś dziecko odważy się odezwać w słusznej sprawie, ale najczęściej boją się, że zdemaskowane ciało pedagogiczne będzie się mścić. A tu przecież potrzeba współpracy, współdziałania. W przeciwnym razie kolejna próba samobójcza, kolejne samobójstwo dziecka, kolejny raz stanie się totalną porażką dorosłych.
balbina
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze