Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tak mam napisane w jednej zacnej zenistycznej książce. Ale pewnie mistrz nie bił mocno i nie w głowę:-)
W woli wyjaśnienia... nie neguje wcale istotności i nie podważam zasadności drugiego punktu.. faktycznie może niejasno sie wyraziłem, ale chodziło mi jedynie o ilość tych razów... wprawdzie nie wiem jaka część ciała zaobsorbowała by je, ale jeżeli miała by to być głowa to wstrząs mózgu murowany (choć podobno wtedy najjaśniej się mysli ;)....
Ten drugi punkt nie jest taki zły. To jest, że tak powiem, integralny element nauczania zen. Mistrz musi kogos od czasu do czasu pacnąć. Dobrze to przywraca równowage wewnętrzną. Jakoż i w domu, jak się człowiek walnie w łeb kredens albo coś takiego, to jakoś mu się tak wszystko stabilizuje we łbie!
Dziękuje Polinie za przywrócenie elementu niejasności i zagadkowości, a tym samym "wolności" temu haiku (mam nadziejeże nie zabrzmiało to zbyt górnolotnie ;P) ... Podpowiem tylko, żeby nie szukać najbardziej logicznej interpretacji. Logika OGRANICZA się do naszego rozumu, a pocoż się tak ograniczać...
I żeby już nie przeciągać przyłączam się do koanu przedstawionego przez Andrzeja...( no może z tym 2 punktem bym lekko polemizował, chyba mistrz nie byłby tak bezwzględny;) A swoją drogą chyba jeszcze nie jesteśmy na poziomie He Wol"a i Mang Gong"a (zastanawiam się czy to dobrze, czy źle...) dlatego mówmy i piszmy... a może kiedyś rzeczywiśćie wystraczy nam samo khaaaatz!!!
Pozdrawiam!!
Pawle, moim zdaniem jest luzik. Ja się żadnej nienawiści nigdzie tu nie dopatrzyłem.
Oto koan na dzisiaj.
Co w takiej sytuacji zrobiłby mistrz zen:
1) zakrzyknął "khaaatz",
2) uderzyłby mnie, Ciebie, Paulinę i innych kijem 30 razy,
3) poszedł na piwo.
Pozdrawiam!
Toż ja pogratulowałem Polinie, po pierwsze odwagi, po wtóre konsekwentnej obrony swoich wrażeń i po trzecie odwagi publikowania i nastawiania się na oceny takich dziadów jak ja:-) Haiku o e-sochaczew Zielonkawa dyskusja zjedzona przez krowę mojej zawiści:-)
Ja powiem tak. Paulina jest jeszcze bardzo młodą osobą i dała się wciągnąć w ten pojęciowy dyskurs. Myslę, że, mimo wszystko, dobrze się stało, że tak się stało. Nie ulega natomiast wątpliwości, że poezja samurajska, hai-kai i inne gatunki związane z zen, buddyzmem, konfuzjanizmem, są raczej próba zerwania z pojęciwoym mysleniem, tak własciwym dla Zachodu. Mimo to, poezja to jedno, a nasza rozmowa na jej temat to drugie. Oststatcznie, dobrze się dzieje, że możemy tu porozmawiać na ten temat.
A Ty Paulino, trzymaj się, gdyż Jazłowiak to duże wyzwanie w rozmowie, nawet dla takich erystycznych wyjadaczy, jak ja, che che...
Podana przeze mnie interpretacja to ta chyba najbardziej logiczna. By przywrócić tajemniczość mogę się przyznać, że tak naprawdę inspiracja tkwiła gdzie indziej, a takie wnioski naszły mnie dopiero w kilka dni po napisaniu (toteż jak widać można reinterpretować własną poezję). Chciałabym wiedzieć, jakie były Twoje pierwotne odczucia Michale (może odezwij się na maila, jeśli nie chcesz się uzewnętrzniać na forum). Mnie osobiście również szalenie podobał się wiersz Gosi, a przede wszystkim mądrość (tak trudna do wykonania) w nim zawarta.
Do mistrza parafrazy - Jazlowiaka - na temat bezdenności i denności też już coś dłuższego napisałam (w podobnym stylu do Twoich rozważań) - tutaj jest dużo ciekawych kombinacji :)
Cieszę się z naszej dyskusji o poezji - przynajmniej dla takich przyczyn na raz następny warto pokusić się o niezrozumiałość ;)
Gratuluje pomysłu organizatorom... oraz oczywiście zwyciężczyni - Paulinie... (choć przyznaje, iż mi osobiście bardziej przypadł do gustu haiku Bugalskiej "Odnajdziesz szczęście Obniżysz lot Ocalisz niebo" (najbardziej poruszył moją wyobraźnie, "w której to nieprzerwanie od lat szybuje"), ale nagrodzone haiku jest również bardzo interesujące..
Przyznaje również, że obserwowałem "dyskusje" toczoną przy pomocy postów pomiędzy Polina a Jazlowiak.. i choć absolutnie popieram prowadzenie wszelakich dyskusji dotyczących poezji, gdyż wnioski z takiej dyskuji płynące zaiste mogą być wielce odkrywcze i inspirujące to musze stwierdzić, że mam malutką "pretensje" ;P( o ile takową wolno mi mieć) do autorki ,ze tak szybko i łatwo zinterpretowała własne haiku... Osobiście uważam, że lepiej pozostawiać poezję innym do własnej interpretacji bo każdy rozumie inaczej. Ja również inaczej odebrałem ten haiku, a tłumaczenie autorki niejako "zburzyło" moją własną interpretacje ... no ale teraz już przynjamniej wiem jakie podłoże miał ten haiku... choć apeluje, aby pozostawiać nutkę tajemniczości i niejasności, a wtedy sposób w jaki ktoś tą nutkę "zagra" będzie bardziej osobisty... mam nadzieje, że ta wskazówka nie bedzię negatywnie odebrana przez autorkę, której jeszcze raz na koniec gratuluje!!
No nie bardzo wiem, japońskie haiku można zrozumieć. Nie trzeba do nich dodawać takowego sosiku jak nasza dyskusja. Cóż, może trzeba jednak przyznać się do własnej słabości, że nie odróżniam poezji od grafomanii:-) Gratuluję wygranej i pozdrawiam haiku: "to co jest bezdenne odbija się zawsze w dennym świecie"
Do Jazlowiak: nie wiem, czy tego doświadczyłeś, ale pewne afekty są w stanie rozbudzić zmysły do granic możliwości...
Afektu nie należy odbierać w sposób pasywny. Czasami haiku bywa paradoksalne, zresztą poezji nie sposób odbierać dosłownie - lub inaczej: można, ale wtedy często wydaje się bezzsensowna (przez to, że nierozumiana).
A gdybyś mimo bariery cogito spróbował sobie to jednak wyobrazić (zacznij od projekcji dzwoniących skrzydeł motyla, potem możesz przejść na wyższy pułap)? Pamiętaj, że :"Twoje życie jest w kolorze, jaki ma Twoja wyobraźnia"...
Gdzież występuje w tym haiku synestezja? Jeśli ma to być zapis kojarzenia ze sobą wrażeń odbieranych przez rózne zmysły, to ja może czegoś nie dostrzegam? Notabene "skrzydła motyla dzwonek dla niewidomych w głuchym afekcie" - trudno mówić w o synestezji w wypadku nielogiczności obserwowania motyla przez głucho-niewidomego. Ani nie zobaczy ani nie usłyszy. Chyba, że głuchy afekt tak jak napisałaś, to coś co jest zjawiskiem przejściowym wynikającym z rozbudzonego stanu emocjonalnego? Tylko czy ktoś będacy w jakimkolwiek afekcie, jest w stanie obserwowac motyla?
Do Jazlowiak o haiku (moim - motylim). To miało poruszać zmysły i wyobraźnię (czyli zjawisko synestezji). Wyobraź sobie niewidomego w głuchym afekcie (synonimem może być też ślepo zakochany - stąd użycie słowa "afekt", jest głuchy na świat, a paradoksalnie dostrzega skrzydła motyla i inne cuda) który słyszy skrzydła motyla...zwróć uwagę na epitety. Magia przyrody i człowieka... niecodzienna szczegółowość...
Być może to wytłumaczenie zbanalizuje haiku, skoro (jak napisałeś) najbardziej podoba się to, co niezrozumiałe. Ale czasami warto pokusić się o zrozumienie.
Do "Danki": Paulino/Danko, ten pseudonim jest moim zdaniem odjazdowy i choćbyś miała mnie za niego pokroić kataną na kawałki, to musi zostać.
Do Małgorzaty: Przede wszystkim dziękuję za miłe słowa. Po drugie, a nawet po pierwsze. Bardzo nam Ciebie brakowało. To jednak jest zupełnie inacze4j, jak wiersze czyta twórca. Nie, nie twórca - Gośka!
Do Jazłowiaka: Haiku trafne i ładne. O co chodzi, powiedzieć nie potrafię. Tak naprawdę, to w japońskiej poezji istniała tradycja pisania komentarzy do własnych utworów i w przyszłym roku prawdopodobnie tak to będzie wyglądać w konkursie. Cieszę się także, że jakby w trakcie portalowej dyskusji na temat poezji, trafiły do mnie rewelacyjne wiersze pewnej poetki, które niebawem mamy jako akademia nadzieję, zaprezentować. Pozdrawiam tych, którzy byli i tych, którzy nie. Zachęcam do nadsyłania twórczości do Akademii i już dziś zapraszam do myślenia o przyszłorocznych samurajach.
Czy ktoś może mi powiedzieć o co chodzi w tym wierszu? "Tłuczenie talerzy Na głowach dzieci Nowego Pokolenia Pończocha w szafie" albo w tym: "skrzydła motyla dzwonek dla niewidomych w głuchym afekcie" Zauważam, że najbardziej podobają się te wiersze, w których nie wiadomo o co chodzi. Nie wypada powiedzieć, że to jakiś swobodny strumień świadomości? Pozdrawiam moim haiku: "Prawdziwa poezja z miłością nie ma nic wspólnego Bo gdy ktoś naprawdę pisze To na co mu miłość?"
Potrząc na samurajskie miny żałuję, że być nie mogłam. Gratuluję Paulinie "Samuraja". Poezja Andrzeja- piękna, mistrzowsko nienachalna jak opisywana w niej rzeczywistość, polecam się wsłuchać.
Hmmm...Danka... Może wreszcie uda mi się zamieścić jakieś sensowne sprostowanie, bo widzę że owe określenie "Danka" rozprzestrzenia się niczym epidemia...;)(niebezpiecznie szybko). Tak naprawdą to mam na imię Paulina :) - to tak dla przypomnienia, bo mam świadomość, że dalsi znajomi sądzą, że w metryce mam wpisane Danuta, a to tak jakoś tylko od nazwiska wyszło (teraz niech drżą Ci, którzy ową ksywkę wprowadzili i wprowadzają do obiegu...)
Konkurs (nawet pomijając mój zrozumiały subiektywizm) był bardzo dobrym pomysłem, ze swojej strony zachęcam innych piszących do śmielszej prezentacji własnej twórczości. Pozdrawiam:)
Tak mam napisane w jednej zacnej zenistycznej książce. Ale pewnie mistrz nie bił mocno i nie w głowę:-)
W woli wyjaśnienia... nie neguje wcale istotności i nie podważam zasadności drugiego punktu.. faktycznie może niejasno sie wyraziłem, ale chodziło mi jedynie o ilość tych razów... wprawdzie nie wiem jaka część ciała zaobsorbowała by je, ale jeżeli miała by to być głowa to wstrząs mózgu murowany (choć podobno wtedy najjaśniej się mysli ;)....
Ten drugi punkt nie jest taki zły. To jest, że tak powiem, integralny element nauczania zen. Mistrz musi kogos od czasu do czasu pacnąć. Dobrze to przywraca równowage wewnętrzną. Jakoż i w domu, jak się człowiek walnie w łeb kredens albo coś takiego, to jakoś mu się tak wszystko stabilizuje we łbie!