Przęsławice pod wodą

Sochaczew Społeczeństwo Inne sprawy A A A

Przęsławice pod wodą

2010-03-09, godz. 10:55


Przęsławice pod wodą
Rozmowa z Danutą i Janem Tempczyk, przeprowadzona dzień po akcji ratunkowej w ich posiadłości, w Przęsławicach.

Jak przebiegała akcja ratunkowa?
Danuta Tempczyk - Około godziny 13, w ciągu dwudziestu minut, woda wtargnęła do naszego gospodarstwa. Działo się to bardzo szybko. Spowodował to prawdopodobnie zator, który zrobił się w Kamionie, kolo Wyszogrodu. Od razu zatelefonowaliśmy do urzędu gminy, w celu uzyskania pomocy od Komitetu Powodziowego. Po naszym alarmie, w przeciągu niecałej godziny zjawiło się 5 jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych: Śladów, Brochów, Miszory, Przęsławice, Kamion. Młodzi strażacy ustawiali worki z piaskiem, tuż przy naszym ogrodzeniu, gdyż zaistniało ryzyko podtopienia budynku mieszkalnego.
Jan Tempczyk - Dobrze, że oni to zabezpieczyli, woda przybierała do samej nocy. Chłopaki przez 3 godziny wypompowywali wodę z naszej piwnicy. Pani widzi jak to wszystko teraz wygląda. Piec we wodzie, kury we wodzie, a wszystko ratować trzeba było.

Czyli Urząd Gminy Brochów stanął na wysokości zadania, wystosował odpowiednią pomoc i zainterweniował w tej sprawie?
Danuta Tempczyk: Tak. Powiadomili odpowiednie służby i jednostki pożarnicze. Po naszym alarmie, w ciągu niespełna godziny otrzymaliśmy pomoc.
Ryzyko niebezpieczeństwa zwiększyło się, kiedy woda przelała drogę w Przęsławicach i zablokowała tym samym jakikolwiek przejazd w obu kierunkach.

Jan Tempczyk - Woda wtargnęła na asfalt. Przelało. Dotarła, aż pod budynki państwa Biernatów. Około godziny 19, nie było już możliwości przejazdu. Baliśmy się, że taki stan rzeczy utrzyma się do rana. Na szczęście sytuacja została opanowana.

Jak szacujecie straty, które spowodowało podtopienie?
Jan Tempczyk - Najgorzej wygląda sytuacja w piwnicy. Podtopiło piec, zalało sprzęty. W budynkach gospodarczych, sąsiadujących bezpośrednio ze zbiornikiem wodnym, woda sięgała do połowy drzwi wejściowych. Straty są duże.
Odczuwaliście zapewne ogromny strach i przerażenie, kiedy na Waszych oczach rozgrywała się katastrofa.
Jan Tempczyk - To nie pierwsza tego typu sytuacja. Zdarzały się one wielokrotnie, chociażby sięgnąć pamięcią kilka lat wstecz. Ma na to wpływ bliskość naszego gospodarstwa ze zbiornikiem wodnym . Pogodziliśmy się już z taką okolicznością. Powodzie nasilają się zwłaszcza wiosną, kiedy następują roztopy. Ale to nie katastrofa. O niej moglibyśmy mówić, kiedy zalałoby nasz dom i w wyniku poniesionych strat, nie mielibyśmy gdzie się podziać.

Ewelina Nowakowska


Share |

Zobacz więcej:

www: www.echopowiatu.e-sochaczew.pl
Źródło: Tygodnik "Echo Powiatu"


zgłoś naruszenie powiadom znajomego


komentuj  wydrukuj 

Zobacz komentarze (2)

Dokładnie wiem co się działo, w końcu to moi dziadkowie:) Dobrze że już nie ma śladu po wodzie; wyglądało groźnie. [2010-03-10 14:35]

     

Ewelinko wywiad super:) a co do sytuacji to chyba nie była taka zła i groźna jak mówią rozmówcy skoro nie zezwolili na wjazd samochodów strażackich i worki trzeba było nosić ręcznie kilkadziesiąt metrów:) no oczywiście tego już nie powiedzieli, ale rozumiem każdy może zapomnieć więc pisze to aby doprecyzować wszystko:):) [2010-03-16 23:03]

     

dodaj swój komentarz




Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.





Reklama

TWÓJ KOMENTARZ

Nie pozostawaj bierny, zabierz głos w dyskusji - napisz co myślisz. Każdy komentarz jest cenny.

komentuj