Kiedy rozmawiałem z mieszkańcami ulic przylegających do
skarpy nad Bzurą, mieszkańcy pokazali mi pismo z Urzędu Miejskiego, w którym
Urząd uzasadniał wydanie pozwolenia na wycięcie 96 drzew wnioskiem Regionalnego
Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie. Tymczasem RZGW, w odpowiedzi na
zapytanie, które tam skierowałem w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej, Zarząd informuje, że to informacje z Wydziału Ochrony Środowiska i wnioski mieszkańców
spowodowały podjęcie decyzji o – jak to się ładnie określa – uporządkowaniu skarpy.
O sprawie obszernie pisałem we wpisie „Kolejne 96 drzew na celowniku urzędników”. Ponieważ odpowiedzi obydwu urzędów trudno uznać za wyczerpujące, w nadchodzącym tygodniu skieruję do nich zapytania, czy przeprowadzono jakiekolwiek oględziny drzew, stosowne ekspertyzy, jakie firmy będą prowadzić wycinkę i co stanie się z drzewami po wycince. Zwrócę się również o okazanie korespondencji i decyzji wydanych w sprawie.
Sprawa dotyczy skarpy nad Bzurą przy moście w Chodakowie - ulice:18 stycznia, Piękna i Sikorskiego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Drzewa zostana zastąpione słupkami. Właśnie w chodakowskim pasażu posadzono takich słupków chyba kilkadziesiąt.
Na ogół staram się nie oceniać spraw lub osób zbyt szybko , ale podam taki oto przykład z własnego doświadczenia .Niech każdy oceni sam.Otóż jakiś czas temu no powiedzmy rok dwa lata temu zauważyłem oznakowane ponad 40 drzew przeznaczonych do usunięcia na terenie zalewu Boryszew.Nie będę opisywał szczegółów tej sprawy bo jest to sprawa dość zagmatwana.Natomiast oto jaką otrzymałem odpowiedź w bezpośredniej rozmowie z urzędnikami Wydziału Ochrony Środowiska UM Sochaczew cyt.,, Panowie pokazywali które drzewa , a my je oznaczyliśmy" Owi "Panowie" to przedstawicieli jednej z organizacji pozarządowej którzy w swym Statucie o dziwo posiadają zapis o ochronie środowiska i po prostu w większości drzewa te im przeszkadzają w realizacji ich celów. Jednak do wycinki tak dużej ilości drzew nie doszło.Może dlatego ,że okazało się ,iż znalazł się ktoś,kto tą sprawą się żywo interesuje , a może dlatego,że w podobnej sprawie Prokuratura prowadziła postępowanie wyjaśniające. Jest to prosty przykład braku kompetencji lub wiedzy urzędników odpowiedzialnych za ochronę środowiska .A tak na marginesie drzewa te nie zagrażały życiu i zdrowiu osób przebywających na terenie zalewu.W ocenie owych "Panów"były za blisko brzegu .Rosną jakieś 6-10 m od brzegu. No ale to temat rzeka.Pozdrawiam Mariusz Bajurski"Sochaczewski Wędkarz"
@agnieszka11 -> osoby pracujące w wydziale ochronie środowiska nie są tam z przypadku.. raczej ze znajomości.. :)
Z tego co wiem, nadrzeczne zadrzewienia wpływają pozytywnie na zagrożenie powodziowe oraz zabezpieczają skarpy przed osuwaniem, a jak wiadomo z tym były problemy w ostatnich latach - skarpa za cmentarzem czy okolice ulicy Kolejowej. Wycinanie nadrzecznych drzew i zarośli to strzał w kolano przez władze miasta. Proponuje sprawdzić kompetencje osób z naszego urzędu, które zajmują się wydawaniem takich decyzji. Czy są to osoby, których edukacja miała coś związanego z ochroną przyrody, środowiska, architekturą krajobrazu lub ogrodnictwem.
Dziękuję za te uwagi. Urzędnikom przeważnie wystarczy jeden. Jak mają jednego, to już piszą, że mieszkańcy. A jak było w tej sprawie, to będę się próbował dowiedzieć. Pozdrawiam. Miło mi, że są osoby, które również interesują się tym narastającym (nie tylko w Sochaczewie) problemem.
A propos załączonego pisma z RZGW-niby którzy mieszkańcy złożyli wniosek o wycinkę, skoro wszyscy jak jeden mąż są przeciwko? To chyba wyssane z palca.
Świetna inicjatywa Panie Andrzeju. Wygląda na to, że osoby pracujące w wydziale ochrony środowiska w Sochaczewie są tam raczej z przypadku niż z powołania, a za sprawą gdzieś kryją się duże pieniądze. Jakiej ekspertyzy można oczekiwać po krótkich oględzinach jakie miały miejsce? Jestem ciekawa rozwoju sprawy i odpowiedzi urzędu.
Dokładnie tak, Bandar. Myślę, że dość szybko okaże się, czy w sprawie ktokolwiek robił jakąkolwiek ekspertyzę, czy po prostu ktoś przejeżdżał i pomyślał - a dlaczego akurat w tym miejscu nie wyciąć.
Człowiek to dziwne stworzenie. Jesteśmy częścią przyrody, ale szacunku dla niej nie mamy za grosz. Drzewa rosną tam od setek lat i było dobrze. Ludzie osiedlili się w pobliżu koryta rzeki, w sąsiedztwie owych drzew i było dobrze. Trochę pewnie drzewom przeszkadzali, ale one sobie jakoś dawały radę. Nagle drzewa zaczęły przeszkadzać. Czemu? Przystanie mają tam powstać? Może plaże, promenady, mola? Nie, po prostu w czymś przeszkadzają. Przecież one były tam pierwsze. Drzewa, to osnowa życia fauny na Ziemi. Całej fauny, oprócz człowieka. Zastanawia mnie ten hurt. Totalna wycinka, do gołej ziemi, nawet jednego krzaczka "na rozmnożenie". W pień wszystko wycinają tylko barbarzyńcy. Potem zaś lament: że nas zalewa, że dachy zrywa... Myślenie nie boli, nie trzeba mieć umysłu szachisty, żeby pewne rzeczy przewidzieć. Zostawcie zdrowe, bezpieczne drzewa w spokoju!
Mam nadzieję, ale to nie tylko moja zasługa. Kilka drzewek posadzono też przed halą sportową.
Wygląda na to że Wydział Ochrony Środowiska jest zaangażowane bardzo mocno w wycinkę drzew na terenie miasta.Powołani byli raczej do sadzenia i pielęgnacji,przynajmniej tak mi się wydaje.Ostatnio widziałem że na ulicy Targowej wsadzono kilka nowych drzew , czyżby to jakieś skromne efekty tego co Pan zapoczątkował? Mam nadzieję że tak.
Drzewa zostana zastąpione słupkami. Właśnie w chodakowskim pasażu posadzono takich słupków chyba kilkadziesiąt.
Na ogół staram się nie oceniać spraw lub osób zbyt szybko , ale podam taki oto przykład z własnego doświadczenia .Niech każdy oceni sam.Otóż jakiś czas temu no powiedzmy rok dwa lata temu zauważyłem oznakowane ponad 40 drzew przeznaczonych do usunięcia na terenie zalewu Boryszew.Nie będę opisywał szczegółów tej sprawy bo jest to sprawa dość zagmatwana.Natomiast oto jaką otrzymałem odpowiedź w bezpośredniej rozmowie z urzędnikami Wydziału Ochrony Środowiska UM Sochaczew cyt.,, Panowie pokazywali które drzewa , a my je oznaczyliśmy" Owi "Panowie" to przedstawicieli jednej z organizacji pozarządowej którzy w swym Statucie o dziwo posiadają zapis o ochronie środowiska i po prostu w większości drzewa te im przeszkadzają w realizacji ich celów. Jednak do wycinki tak dużej ilości drzew nie doszło.Może dlatego ,że okazało się ,iż znalazł się ktoś,kto tą sprawą się żywo interesuje , a może dlatego,że w podobnej sprawie Prokuratura prowadziła postępowanie wyjaśniające. Jest to prosty przykład braku kompetencji lub wiedzy urzędników odpowiedzialnych za ochronę środowiska .A tak na marginesie drzewa te nie zagrażały życiu i zdrowiu osób przebywających na terenie zalewu.W ocenie owych "Panów"były za blisko brzegu .Rosną jakieś 6-10 m od brzegu. No ale to temat rzeka.Pozdrawiam Mariusz Bajurski"Sochaczewski Wędkarz"
@agnieszka11 -> osoby pracujące w wydziale ochronie środowiska nie są tam z przypadku.. raczej ze znajomości.. :)
Z tego co wiem, nadrzeczne zadrzewienia wpływają pozytywnie na zagrożenie powodziowe oraz zabezpieczają skarpy przed osuwaniem, a jak wiadomo z tym były problemy w ostatnich latach - skarpa za cmentarzem czy okolice ulicy Kolejowej. Wycinanie nadrzecznych drzew i zarośli to strzał w kolano przez władze miasta. Proponuje sprawdzić kompetencje osób z naszego urzędu, które zajmują się wydawaniem takich decyzji. Czy są to osoby, których edukacja miała coś związanego z ochroną przyrody, środowiska, architekturą krajobrazu lub ogrodnictwem.