Reklama

Julia Pitera w wywiadzie dla e-Sochaczew.pl

28/02/2010 20:36
Julia Pitera, z wykształcenia polonistka. Miłośniczka literatury kryminalnej i turystyki, która w wolnych chwilach odkrywa miejsca w Polsce dotąd nie uczęszczane. Poseł Julia Pitera, to jedna z bardziej wyrazistych i rozpoznawalnych kobiet w polskiej polityce. Przez kilkanaście lat radna miasta stołecznego Warszawy, do niedawna prezes Transparency International Polska. Dziś, pełnomocnik ds. walki z korupcją w rządzie Donalda Tuska.
Jak ocenia rozwój naszego regionu, co nie podoba jej się w działaniach samorządów i co, jej zdaniem, tworzy prawdziwe społeczeństwo obywatelskie? Zapraszamy do lektury kolejnego wywiadu w ramach cyklu rozmów e-Sochaczew.pl z parlamentarzystami naszego okręgu.




- Dlaczego postawiła Pani na politykę jako swoją zawodową aktywność ?

- Najpierw pracowałam w otoczeniu polityki, a w końcu przyszłam do niej sama, myśląc, że jeśli będę w niej uczestniczyć bezpośrednio, to uda mi się zrobić więcej, ponieważ sama będę decydowała o tym, co robię. Od samego początku do końca był to wybór świadomy, nie dlatego, że byłam czyimś żołnierzem, walczyłam o interesy jakichś polityków. Wydawało mi się po prostu, że wreszcie zasłużyliśmy na to, aby państwo traktowało równo wszystkich ludzi i żeby było dla nas przyjazne. W takim kierunku działam, niezależnie od tego czy wykonywałam mandat posła w opozycji, czy byłam radną, a teraz jestem członkiem rządu, zajmuję się permanentnie tym samym. Staram się oczywiście, aby to, co robię miało odbicie w wielkiej polityce, w końcu pracuję w szeregach Platformy Obywatelskiej i chcę, żeby naturalnie była z tego również korzyść polityczna, jaka jest zaufanie do PO. Nie jednak dlatego, że kogoś agituję, przekonuję, tylko dlatego, że staram się, aby moje wysiłki były wymierne dla obywateli.

- Z racji, że jest to wywiad w ramach rozmów z parlamentarzystami naszego okręgu nie będę pytała wyłącznie o wielką politykę, ale raczej o sprawy samorządowe i nasz region. Zacznijmy od prozaicznego pytania - z czym kojarzy się Pani ziemia sochaczewska?

- Z podróżą na studia do Torunia. Tam studiowałam pierwszy rok polonistykę. Podróżowałam na studia PKS-em, trasą przez Sochaczew i Gostynin. Jak nietrudno się domyślić, PKS jechał bardzo długo, były postoje. Pamiętam, że w Gostyninie, mimo kryzysu, zawsze umilałam sobie ten czas jedzeniem orzechów w czekoladzie Wedla.

- Bardzo te miasta się zmieniły?

- Generalnie Mazowsze, moim zdaniem, zmienia się najgorzej w porównaniu z innymi regionami Polski. Z tego też względu wybrałam sobie ten okręg do startu w wyborach parlamentarnych, ponieważ tu musimy podjąć największe wyzwania. Myślę, że w pewnej mierze Warszawa „wypłukuje” młodych ludzi ze swoich okolic, a jednocześnie te miejscowości nie zawsze dają im perspektywy rozwoju. Łatwiej jest mieszkać w dużym mieście i dojeżdżać, w końcu z Sochaczewa do Warszawy jest niedaleko. Problem stwarza jednak stan infrastruktury drogowej, w sprawie której mam z Mazowsza bardzo dużo interwencji.

-Co zrobić, aby mimo wszystko młodzi ludzie, m.in. z Sochaczewa, zostawali w rodzinnym mieście, a nie wyjeżdżali do większych miast w poszukiwaniu lepszego życia?

- Składa się na to szereg spraw od tych fundamentalnych, wielkich, takich jak drogi, połączenia kolejowe, mieszkania, aż po rzeczy pozornie drobne, na które człowiek nie zwraca codziennie uwagi, ale są niemniej ważne dla normalnej egzystencji. Zaliczają się do nich kawiarnie, restauracje, dyskoteki, sklepy, wszystko to, co potrzebne jest nam do pełnego funkcjonowania. To jest również estetyka, w końcu każdy chce mieszkać w ładnym miejscu.

- A jak ocenia Pani tego rodzaju działania prowadzone w Sochaczewie?

- Przyznam szczerze, że po ostatnim spotkaniu z mieszkańcami byłam wściekła. Podjęłam natychmiastową interwencję, m.in. w sprawie zdewastowanej toalety na dworcu. Dla mnie to było niepojęte, że każdy umywa ręce, argumentując, że to własność PKP. Nie jestem w stanie zrozumieć jak taka obrzydliwa, nieestetyczna i zagrażająca bezpieczeństwu sanitarnemu sprawa może powodować, że nie interesują się tym radni, burmistrz, starosta. Po prostu nikt. Mało mnie interesuje to, kto jest właścicielem tego przybytku. Wszyscy mają swoje kompetencje w ramach tego terenu. Większą aktywność powinni wykazywać radni, ponieważ to oni powinni dbać o takie rzeczy, oni mają również w tej kwestii dużo do powiedzenia.

- Podobna argumentacja zrzucania winy na pozostałych zarządców, która trwa już parę dobrych lat, dotyczy sochaczewskich dróg przejętych od GDDKiA…

- W tej sprawie również podejmowałam interwencje. Wśród 20 pism od mieszkańców Sochaczewa, które wpłynęły do biura były również te dotyczące budowy lokalnych dróg oraz tzw. trasy Północ-Południe. Z tego źródła znam też temat mostu w Chodakowie. Cieszę się, że ta sprawa wreszcie znalazła szczęśliwy finał. Uważam, że nie ma rzeczy ważnych i nieważnych. Wszystkie – i ta obrzydliwa toaleta i drogi, składają się na to, że człowiek albo chce, albo nie chce gdzieś mieszkać. Wszystkimi powinniśmy się interesować.

- Od kilku, dobrych lat tematem regularnie powracającym w dyskusjach sochaczewskiego samorządu, jest lotnisko cywilne w Bielicach pod Sochaczewem. Czy Pana zdaniem ta inwestycja ma po pierwsze sens, a po drugie szansę na przetrwanie w sytuacji chwiejnego dziś małego rynku lotniczego?

- Dostałam opracowanie dotyczące tej inwestycji. Oczywistym jest fakt, iż każdy projekt ma ambicję bycia poważnym, dlatego jeśli jest szansa wybudowania dużego szpitala, sanatorium czy lotniska mało kto powie, że ich nie chce. Takiej inwestycji musi jednak towarzyszyć realny biznesplan, który obejmuje wszystkie aspekty tego zagadnienia, także wpływ na środowisko, gospodarkę. Taka inwestycja pociąga za sobą wykonanie szeregu zadań, których często początkowo nie bierze się pod uwagę. Taki obiekt trzeba jednak utrzymać, on musi na siebie zarobić, wreszcie ludzie muszą chcieć z tego korzystać w odpowiedniej liczbie. Znam ten temat wyłącznie od entuzjastów projektu, jest on skażony pewną emocjonalnością jednej strony, dlatego nie zabrałam głosu w tej sprawie.

- A interesowała się Pani tematem lotniska w Modlinie?

- Dla mnie Modlin jest rozsądniejszą inwestycją. Pierwszy argument jest taki, że posiada dobrą infrastrukturę, położony jest bardziej pomiędzy różnymi aglomeracjami, więc i dojazd dla wszystkich jest trochę sprawiedliwszy. Moim zdaniem to dobre, europejskie rozwiązanie.

- Wielkimi krokami zbliżają się wybory samorządowe. Z jakim hasłami Platforma będzie szła do wyborów i jak chce skłonić do siebie obywateli?
- Nie znam tych haseł. Wszyscy w Platformie wiedzą doskonale czym się zajmuję i specjalnie mnie w takie planowanie nie mieszają. Ja jestem w swoich hasłach monotonna – dla mnie najważniejsze jest to, aby kraj, w którym żyję był przyjazny dla obywateli. Nie ma nic ważniejszego.

- Czy burmistrz Sochaczewa Bogumił Czubacki będzie oficjalnie poparty przez PO w najbliższych wyborach samorządowych?

- Nie mam pojęcia, aczkolwiek nie ukrywam, że wolałabym, aby był bardziej aktywny i kreatywny w swoim funkcjonowaniu.

- Dostrzega Pani w szeregach młodej, sochaczewskiej Platformy potencjalnych, przyszłych liderów partii?

- Ilekroć jestem w Sochaczewie mam wrażenie, że się dobrze rozumiemy i nie ukrywam, że bardzo lubię swoich kolegów z sochaczewskiej Platformy. Chciałabym, żeby po wyborach pojawiło się w radzie więcej naszych radnych, aby móc wspierać burmistrza w działaniach. Stanowisko burmistrza oznacza posiadanie dość dużej władzy, ale o wiele łatwiej jest wykonywać wiele zadań, jeśli ma się wsparcie rady. Od dawna też namawiam kolegów z Sochaczewa do większej aktywności na rzecz mieszkańców, bo to, co najlepiej pozwala wygrać wybory, to własna aktywność i służenie ludziom. To wyborcy pamiętają najlepiej. Ludzie muszą czuć, że radni nie są wyłącznie od tego, że politykują, ale od tego, że realnie rozwiązują problemy.

- Jak ocenia Pani szansę Platformy na uzyskanie dobrego wyniku w regionie w wyborach samorządowych?

- Myślę, że będzie dobrze. Pokazały to choćby wybory do Europarlamentu, które są trudniejszymi wyborami, ponieważ są odleglejsze dla ludzi. Platforma świetnie sobie poradziła, poprawiła wyniki w wielu miejscach. Liczę na to, że w wyborach samorządowych Platforma wygra i Mazowsze wreszcie ruszy do przodu. To przykro, że jest to centrum państwa, że jest dynamicznie rozwijająca się Warszawa po środku i dookoła miasta, które borykają się z różnymi problemami.

- Jakie największe wyzwania stoją przed nami w regionie?

- Paradoksalnie człowiek pozornie niewiele oczekuje od życia - stabilnej pracy, wygodnego mieszkania, świętego spokoju i przyjaznego otoczenia. Każdy kto coś takiego osiąga jest naprawdę zadowolony, a reszta, to sprawy ekstra. U nas jest niestety tak, że lokalni funkcjonariusze zapominają, że w ich własnym, partykularnym interesie jest to, aby otoczenie, w którym funkcjonują rozwijało się nie dlatego, że tam rządzą, ale dlatego, że tam żyją. W momencie kiedy widzę takich samorządowców, którzy nie działają we wspólnym interesie, to myślę sobie, że nie mają kompletnie wyobraźni, bo to się ostatecznie na nich i ich rodzinie też odbija. Dzisiaj są samorządowcami, jutro mogą nimi nie być. Kiedyś w końcu będą po tej drugiej stronie barykady, będą beneficjentami.

- Aktywność polityczna kobiet, to aktualnie jedna z istotniejszych, poruszanych kwestii. Jakie jest Pani stanowisko w temacie parytetów i wyrównywania szans kobiet na udział w życiu politycznym?

- Jestem przeciwna. Zawsze, gdy ktoś mnie pyta o stanowisko w tej kwestii odpowiadam - od parytetu do nepotyzmu. Jak nie zabraknie kobiet do umieszczenia na listach, to wszyscy zaczną nerwowo szukać wokół siebie: żon, kuzynek, sióstr polityków, bo będzie miała Pani do wyboru albo dać ogłoszenie do gazet: kobiet na listy szukam, albo zorganizować łapankę, albo rozglądać się po rodzinie i znajomych. Taka jest prawda. Już widzę artykuły w gazetach za rok, kiedy będzie się wypominać czyja to siostra, żona, kuzynka, matka, córka została umieszczona na liście dzięki jakimś związkom. Bardzo się tego boję.

- Ale wygląda na to, że ta ustawa ma mała szanse na przegłosowanie w Sejmie?

- Nawet nie wiem, jakie są prognozy. Jestem zwolenniczką regulacji naturalnych, dlatego nie lubię np. ordynacji proporcjonalnej, tak jak cała Platforma. Bo ktoś musi fizycznie ułożyć listę pod jakiś klucz. Najlepiej, jeśli byłby to klucz popularności, dający realną szansę na wybór, a nie klucz parytetu. Dlatego najlepsza byłaby ordynacja większościowa w okręgach jednomandatowych.

- Kluczowym projektem Stowarzyszenia Upowszechniania Nowych Technologii i Rozwoju Społeczności Lokalnych „e-Sochaczew.pl” jest budowa i rozwój lokalnej platformy informacyjnej „e-Sochaczew.pl”, a poprzez nią rozwój lokalnej demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Na jakim etapie, Pani zdaniem, jest Polska jeśli chodzi o budowę aktywnego społeczeństwa obywatelskiego i co powinniśmy robić, aby ten rozwój przyspieszyć?

- Jestem zwolenniczką społeczeństwa obywatelskiego i mam nieco utopijną wizję na jego temat. Wydaje mi się, że po pierwsze organizacje pozarządowe są w Polsce troszkę nadmiernie roszczeniowe. Owszem, one są w wielu krajach roszczeniowe, ale u nas się tym naciskom ulega. Z doświadczenia wiem natomiast jedno - albo człowiek ma pasję społeczną i się czymś rzeczywiście zajmuje, albo organizuje jakiś byt po czym zaczyna narzekać, że nic nie może zrobić, bo nie ma pieniędzy. Znam bardzo wiele takich podmiotów, które mają wielkie plany i wielkie pretensje, że byłyby one zrealizowane, gdyby burmistrz czy państwo dało pieniądze. Tymczasem bardzo dużo inicjatyw, które rozwinęły się społecznie tak naprawdę nie miały pieniędzy. Uważam, że nie ma sensu organizować inicjatywy społecznej, na którą nie ma zapotrzebowania. Zawsze będą ludzie chętni do pracy w ramach wolontariatu, jeśli będzie to temat społeczny i potrzebny. Jeśli cel jest sam dla siebie, po to by dać alibi powstaniu organizacji, to ludzie przyjdą tylko wtedy, gdy będą pieniądze, ale to jest zaprzeczenie idei społeczeństwa obywatelskiego.
Drugi problem, to gdy motywacją nie jest osiągnięcie celu działania, ale publiczne zaistnienie. Ważniejsze jest wtedy to, co napiszą gazety, a nie to, czy efekty widzą ludzie. Wolę, żeby wyborcy znali mnie przede wszystkim z tego, co robię. Podobny mechanizm dotyka nie tylko polityków, ale czasem i organizacji pozarządowych. Te, które z gruntu mają krytykować władzę często chciałyby współuczestniczyć w rządzeniu. Organizacje pozarządowe nie powinny brać udziału w gremiach uczestniczących w procesie podejmowania decyzji przez władzę publiczną, ponieważ rzecz polega na tym, że organizacja pozarządowa powinna kontrolować proces decyzyjny. Tak więc nie powinno się tych funkcji mieszać. Jak można poddawać późnie władzę? Ponadto tego typu aktywność NGO powoduje, że władza dowartościowuje te organizacje, które jej sprzyjają, dzieląc społeczeństwo obywatelskie, a powstające przez to animozje podważają zaufanie do tej idei. Tak więc organizacje, które nadmiernie aktywnie kręcą się po salonach władzy publicznej, nie budzą mojego zaufania.

- Jednym z elementów rozwoju społeczeństwa informacyjnego jest m.in. koncepcja wprowadzenia tzw. e-urzędów. Jak ocenia Pani działania prowadzone w tym celu i co możemy jeszcze zrobić, aby jeszcze efektywniej wpierać wdrożenie nowoczesnych technologii do życia publicznego?

- U nas musi jeszcze dużo wody w Wiśle upłynąć, zanim rozwiązania, które funkcjonują w cywilizowanym świecie u nas zaistnieją. System kart płatniczych, system bankowy mamy dużo bardziej nowoczesny, niż w co niektórych państwach europejskich. Są jednak dziedziny, w których nie wprowadzono reformy tak nagle, z dnia na dzień. Powstawały różne systemy informatyczne, które się nakładały, podpisywaliśmy umowy, które uniemożliwiały konkurencję. Jestem za takimi zmianami, ponieważ to bardzo ważne, abyśmy przestali chodzić do urzędów czy sądów i oszczędzali czas. Czasami wydaje mi tylko, że za kilkadziesiąt lat będziemy strasznymi ofiarami tej informatyzacji. Wystarczy zwrócić uwagę na to jak posługujemy się sms-ami, jak piszemy e- maile. Nikt nie sprawdza błędów, nikt nie dba o formę. Nie tak dawno w końcu, jak ktoś pisał listy, to nie odważył się wsadzić do niego jakiegoś błędu.
Moim zdaniem, to zacofanie, które mamy teraz, to pochodna bardzo chaotycznego rozwoju całej infrastruktury informatycznej przez 20 lat. Byliśmy troszkę jak taki odmrożony Hibernatus z komedii z Louis de Funes, który pojawia się wybudzony ze snu wiele lat później i przerażony patrzy, co się dookoła niego dzieje. Troszkę wykorzystywano nasz pęd do nowoczesności. Myślę, że dużo ludzi się na tym wzbogaciło, ale niekoniecznie odnieśliśmy z tego korzyści jako państwo. Dzisiaj płacimy za błędy.


Rozmawiała Martyna Mikulska

Wywiad autoryzowany


PS. Informujemy, iż dyżury poselskie Julii Pitery odbywają się w poniedziałki w godz. od 10.00 do 14.00. Biuro poselskie Pani Poseł znajduje się w Warszawie, przy ul. Nowy Świat 39.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Daniel Grabarek 2010-03-04 12:21:19

    Ten "sen wariata" jest wpisany do Strategii Rozwoju Województwa Mazowieckiego do 2020 roku! Co do wywiadu zaś nie jest to miejsce na kreślenie wizji rozwoju województwa. Takie wizje to raczej domena poważnych opracowań w postaci strategii.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    robroy 2010-03-02 19:26:02

    po tych zabójczych pytaniach,które powaliłyby każdego głupszego od łebka szpilki,oczyma wyobraźni widzę Panią Mikulską jak ze łzami wpatruje się w swoją idolkę?a może by tak nie politykować tylko spytać kto czesze główkę Pani Pitery?czego miele ozorem przez kilkanaście minut w (np.)w programie telewizyjnym i nic nie wnosi do rozmowy? i czy była za płaceniem abonamentu ZA POSIADANIE ODBIORNIKÓW RTV,które wszyscy sami sobie kupili,kuźwa,nie wyleasingowali od KRRiT,a maja za te posiadłość płacić?,daleko brakuje do podatku za posiadanie lodówki,kompa,i aż się boję powiedzieć-za posiadanie elektrycznej maszyny do mielenia mielonych(bo mam)?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    GEDEON 2010-03-02 14:17:33

    Pan B.Czubacki nie jest aktywny i nie kreatywny. To niemożliwe!!! Z DEMONA przeobraził się w salonowca, a i konferansjerka od czsu do czsu mu wychodzi. Mieszkańcy kochają swojego burmistrza i nie zamienią go na żadnego innego. A Sochaczewska PO będzie broniła Czubackiego jak koń swój worek na owies. Lotnisko, to nie sen wariata,bo ten sen się kiedyś ziści. Zobaczymy co powiedzą sceptycy, jak na lotnisku wyląduje balon nadmuchany próżnością i głupotą. Brudny kibel na dworcu, to nie problem. Niech ludziska zrobią te rzeczy przed wyjazdem i nie zawracają głowy. Tęsknie za Sochaczewem i tylko szkoda, że paru ludzi woli lot nad kukułczym gniazdem.

    Łączę wyrazy szacunku.
    Józef Siwak

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości