Reklama

Jolanta Szymanek-Deresz: słowo POSEŁ zobowiązuje

15/11/2009 19:39
Zainteresowanie prawem wyniosła z domu - jej ojciec Tadeusz Szymanek był sędzią Sądu Najwyższego. Córka poszła w jego ślady. W 1977 roku ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, zdała egzamin sędziowski, później również adwokacki, specjalnością była ochrona dóbr osobistych oraz własności intelektualnej i przemysłowej, została członkiem Międzynarodowej Ligi Zwalczania Nieuczciwej Konkurencji.

W latach 2000-2005 zajmowała stanowisko szefa Kancelarii Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. W 2005 roku została po raz pierwszy posłem okręgu płockiego z listy SLD. W roku 2007 powtórzyła ten sukces: startując z listy koalicji Lewica i Demokraci, otrzymała ponad 20 tysięcy głosów - podwoiła wynik wyborczy z 2005 roku, co dało jej mandat poselski VI kadencji. Jest wiceprzewodniczącą sejmowej komisji spraw zagranicznych i członkinią sejmowej komisji konstytucyjnej.
Jolanta Szymanek Deresz jest członkiem SLD od 2006 roku, a wiceprzewodniczącą SLD odpowiedzialną za kontakty międzynarodowe od 2008 roku, w bieżącym roku kandydowała do Parlamentu Europejskiego, uzyskując przeszło 53 tysiące głosów, co jednak przy obowiązującej ordynacji wyborczej nie wystarczyło na uzyskanie mandatu eurodeputowanej.
Ma 55 lat. Jej mężem jest dziennikarz Paweł Deresz, córka Katarzyna ukończyła prawo na Uniwersytecie Warszawskim, jest adwokatem – prowadzi własną kancelarię.
Wolny czas spędza na zwiedzaniu Polski, na korcie tenisowym - jest kilkunastokrotną mistrzynią Polski adwokatek, mąż jest natomiast wielokrotnym mistrzem Polski dziennikarzy - na spotkaniach z przyjaciółmi przy kuflu piwa - to pozostałość po kilkuletnim pobycie w Pradze, gdzie mąż był korespondentem polskiej prasy. Z Pragi przywieźli z mężem również zamiłowanie do czeskiej literatury, szczególnie Bohumila Hrabala.
Kiedy przyjdzie smutek, słucha poważnej muzyki, choć nie stroni od rozrywkowej. Ale, jak podkreśla, smutek w jej przypadku jest rzadkością, bo ma rodzinę i przyjaciół, bo czuje się potrzebna. Jest w kwiecie wieku, pełną energii, elegancką kobietą - czytelnicy „Rzeczpospolitej” plasują ją na najwyższym podium wśród najlepiej ubranych posłanek.
Z optymizmem patrzy w przyszłość - ten sposób patrzenia poleca każdemu.



Z polityką związana jest Pani od dawna, od czterech lat zdobywa doświadczenie w sejmowej pracy. Na czym, pani zdaniem, polega meritum pracy posła?

Poseł powinien tworzyć dobre prawo. Jestem dumna z mojego ojca, który zaszczepił we mnie duszę prawnika. Również dzięki mojemu wykształceniu i oczywiście olbrzymiemu zaufaniu wyborców mogę brać czynny udział w tworzeniu prawa.
W Sejmie V kadencji, w którym zaczynałam swoją misję poselską, znalazło się wiele osób o wątpliwej reputacji oraz budzących znaczne kontrowersje, w wyniku czego nastąpiło wyraźne pogorszenie społecznego wizerunku posła. Wydawałoby się, że mamy to już za sobą, że będzie inaczej. Jednak wydarzenia ostatnich tygodni pokazały co innego – afera hazardowa z „Mirem” i „Zbychem” w rolach głównych znów sprawiała, że wizerunek posła ucierpiał. Wyborcy oczekują przecież wysokich standardów i uczciwości. Oprócz wysokich oczekiwań w wielu sferach życia społecznego i gospodarczego, spoczywają na nas również zadania związane z poprawą wizerunku posłów, postrzeganego przez pryzmat ich kompetencji oraz zaangażowania w wykonywaną pracę. Takim posłem staram się być we wszystkich obszarach swojej pracy – w sejmie, komisjach czy też w tzw. terenie. Nie jestem osobą kontrowersyjną, uciekam od kłótni politycznych, skupiając się głównie na merytorycznej pracy.
Myślę, że moi wyborcy nie muszą się za mnie wstydzić, kiedy zaczynałam pracę, znalazłam się w gronie 12 najlepszych parlamentarzystów wyróżnionych w rankingu „Polityki”. Kryteria tamtej oceny to pracowitość, wiedza, kompetencje i kultura polityczna oraz chęć i umiejętność rozmowy z opozycyjnymi środowiskami. W 2007 roku w kampanii parlamentarnej w debacie „Gazety Wyborczej” z liderami list zaproponowałam stworzenie porozumienia ponad podziałami, w którym posłowie okręgu 16 w sprawach lokalnych będą działać wspólnie. Staram się to pielęgnować – to dla mnie ważne. Jestem jedynym posłem SLD w tym okręgu – toteż bywanie w tak oddalonych od siebie miejscach stanowi nie lada wyzwanie. Staram się jednak być wszędzie tam, gdzie jestem potrzebna. Łączę to jeszcze z funkcją wiceprzewodniczącej SLD – co wiąże się z licznymi wyjazdami poza nasz okręg.
Aby nie być gołosłowną, wymienię chociażby moją ostatnią wizytę w Lublinie 3 listopada oraz wspieranie łódzkich struktur SLD (14 listopada) w akcji zbierania podpisów pod zorganizowaniem referendum w sprawie odwołania pisowskiego prezydenta Łodzi.
Takie wizyty uczą i obnażają niedociągnięcia, a praca w okręgu daje mi bardzo dużo, ponieważ pozwala spojrzeć z innego punktu widzenia na problemy innych ludzi. Skracanie dystansu to przecież najlepszy sposób na poznanie drugiego człowieka, jego trosk i radości. To także jedyny skuteczny pomysł na poznanie i rozwiązywanie problemów, a to według mnie najważniejsza misja, jaką mam teraz do wypełnienia.

Jako członek Nadzwyczajnych Komisji do zmian Konstytucji specjalizuje się pani w problematyce konstytucyjnej, a dodatkowo międzynarodowej, czego wyrazem było kandydowanie w tym roku do Parlamentu Europejskiego. Czy z tej perspektywy dostrzega pani problemy poszczególnych regionów naszego kraju i jego obywateli?

Jestem żywo zainteresowana problematyką proeuropejską i jestem w pełni świadoma konieczności ogromnego wkładu pracy, aby możliwości rozwoju wielu regionów, a więc i województwa mazowieckiego były większe. Przypominam, że jesteśmy, wraz łódzkim, na ostatniej pozycji w rankingu pozyskiwania środków unijnych. To przykre, kiedy spotykam w Żurominie młodą kobietę, która jest rozżalona, bo poprawnie napisała wniosek uzyskując odpowiednią liczbę punktów, a nie może założyć przedszkola – tak potrzebnego w mieście, bo dowiaduje się, że zabrakło na ten projekt środków, dodatkowo przyznaje się do innych niż rządzący sympatii politycznych. Powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby nawet jednego eurocenta nie oddać do Brukseli. Dzisiaj jednak odnoszę wrażenie, że problemem jest kasta urzędnicza, która wprowadza takie rozwiązania prawne, które uniemożliwiają w sposób przyjazny beneficjentom korzystanie ze środków unijnych. Są przykłady złego tłumaczenia dyrektyw unijnych, urzędnicy aplikują polskim przedsiębiorcom rozwiązania, których absolutnie Unia od Polski nie oczekiwała. Tak jest niestety w kwestiach dotyczących pieniędzy dla przedsiębiorców. Dzisiaj nie widzę w rządzie Donalda Tuska takiego ministra, który by ten upór urzędniczy stłamsił, złamał.
Świadomość obywateli o dużych możliwościach rozwoju dzięki UE nie jest przy tym ograniczona, a najlepszym dowodem na to są prezentacje przygotowane przez laureatów konkursu wiedzy o Unii Europejskiej, który zorganizowany został przez moje biuro w Płocku. Ta młodzież pokazała, jakie są możliwości studiowania za granicą, co nam daje Unia, czym jest Parlament Europejski czy też jak np. zmieniły się Sanniki po wejściu Polski do Unii Europejskiej.
W swoim działaniu konsekwentnie dążę do tego, aby Polacy osiągali standardy życia podobne do tych, jakimi pochwalić mogą się inni Europejczycy. My, Polacy, mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej, od dwudziestu lat bogacimy się, zarabiamy coraz więcej, gonimy naszych braci z Zachodu. Jednocześnie sami oddalamy się od siebie. Różnice majątkowe w naszych społeczeństwach rosną. Infrastruktura publiczna gołym okiem odstaje od tej na Zachodzie. Usługi publiczne, na skutek niedoinwestowania, ulegają stopniowej degradacji. W Unii Europejskiej mamy normy dla ogórków, bananów i fotelików samochodowych. Nie ma norm dla usług publicznych. Obywatele Unii w Polsce i we Francji korzystają ze służby zdrowia na zupełnie innych poziomach. Podobnie jest ze szkolnictwem i opieką nad osobami starszymi. Chciałabym, aby europejskie normy dotyczyły również usług publicznych. Aby każdy obywatel wiedział, co dostaje od Unii i miał świadomość, że nie jest obywatelem drugiej kategorii. Wiek XX był w historii jednoczenia Europy etapem integracji gospodarczej. Wiek XXI musi był etapem integracji społecznej. Jak kiedyś jednoczyły nas stal i węgiel, tak teraz muszą nas jednoczyć opieka zdrowotna i edukacja.
Chciałabym, aby moje wnuki mogły korzystać z owoców mojej pracy na rzecz zjednoczonego społeczeństwa europejskiego. Wiem, że nie jest to tylko mój cel. Moje marzenie jest jednocześnie marzeniem milionów Europejczyków. Aby zostało ono zrealizowane, musimy najpierw się poznać, podzielić się swoimi doświadczeniami i pomysłami. A potem połączyć nasze siły. Temu służy moja praca w grupie socjalistów europejskich – bo dla nas najważniejszy jest człowiek.

Praca z wami, praca dla was – to pani hasło wyborcze, które motywuje pani chęcią pracy dla swojego regionu i kraju. Co pani robi i chce zrobić dla swojego regionu?

Jestem w okręgu płocko-ciechanowskim tak często, jak to tylko możliwe. Biorę udział w spotkaniach organizowanych przez przedstawicieli różnych środowisk i profesji. Rozmawiam z nauczycielami, przedsiębiorcami, związkowcami walczącymi o miejsca pracy, pielęgniarkami, taksówkarzami, przedstawicielami organizacji pozarządowych, a także z indywidualnymi osobami, które przychodzą do mnie i moich współpracowników po pomoc i poradę. Uczestniczę w inauguracjach, gram z niepełnosprawnymi tenisistami, walczę o PKS w Żyrardowie, Płocku czy Gostyninie, organizuję konkursy wiedzy o UE, zapraszam młodzież do Sejmu, organizuję m.in. akcje związane z informowaniem kobiet o bezpłatnych badaniach cytologicznych, razem z innymi posłami z okręgu płockiego walczę o obwodnicę Płocka. Co roku 1 listopada kwestuje na płockim cmentarzu, aby ratować znajdujące się tam zabytkowe pomniki ludzi zasłużonych dla regionu, jestem na dożynkach, uczestniczę, o ile często opozycyjne władze miasta mnie zapraszają, w świętach narodowych – 3 maja czy 11 listopada – w tym roku składałam kwiaty pod pomnikami nieznanego żołnierza w Płocku i Mławie. Spotykam się z władzami miast i powiatów, aby dowiedzieć się o problemach dziesięciu powiatów, które reprezentuję. Jestem otwarta na wszelkie inicjatywy. Jeśli jest taka potrzeba, moje biuro działa 12 godzin na dobę. Składam interpelacje i zapytania poselskie, które czytelnicy mogą sprawdzić na stronach sejmowych lub na mojej stronie prywatnej, do której lektury serdecznie zapraszam.

Wiem, że gościła pani w Sochaczewie, rozmawiała z wyborcami, zna problematykę naszego miasta i okolicy. Czy powiat sochaczewski dostatecznie wykorzystuje swój potencjał gospodarczy i turystyczny? Co musi się zmienić na pewno?

Staram się bywać w Sochaczewie tak często, jak wymaga tego sytuacja. Poza moimi spotkaniami i standardowym dyżurem poselskim, oczywiście uczestniczę w spotkaniach z członkami Rady Powiatowej SLD w Sochaczewie. W dyskusjach programowych poświęcamy sporo czasu przyszłości lewicy. Za każdym razem poruszamy sprawy, które radni czy członkowie naszej partii uważają za ważne i wymagają interwencji posłów klubu parlamentarnego Lewica. Dzięki temu mamy wiedzę o potrzebach zmian w projekcie nowelizacji ustawy o gospodarce odpadami, ustawy porządkującej zarządzanie i odpowiedzialność za drogi krajowe i wojewódzkie w obszarach miast, przez które przebiegają. Priorytetowe dla regionu są również prace nad projektem nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym, ustawy proekologicznej związanej z pozyskiwaniem energii z innych źródeł niż węgiel kamienny i pochodne.
Lewicowi radni z Sochaczewa poruszyli temat ustawy samorządowej. Nie podoba im się, że w chwili obecnej burmistrz ma bardzo duże możliwości działania, którego nie można jednak w jasny i klarowny sposób zweryfikować, Rada nie ma wpływu ani na zatrudnienie, ani na budżet. Nawet komisje muszą ograniczyć się jedynie do składania wniosków. Absolutorium, którego udziela się tylko na podstawie wykonania budżetu to zdecydowanie za małe kryterium oceny. Chcą, aby każdy rządzący burmistrz i wójt wykazał uprzednio np. jakich inwestorów oraz ile środków finansowych pozyskał, czy i w jakim stopniu udało mu się zwalczyć bezrobocie. Ostatnio spotkałam się z ostrą krytyką burmistrza Sochaczewa, podczas spotkania z mieszkańcami ulicy Staszica dowiedziałam się o problemach, jakie wiążą się z planowaną, w ich bezpośrednim sąsiedztwie, inwestycją - budową jazu wodnego oraz mini elektrowni wodnej. Mieszkańcy boją się, że ta inwestycja grozi katastrofą budowlaną w okolicy. Interweniowałam już w tej sprawie u burmistrza Czubackiego.
To co musi zmienić się na pewno związane jest ściśle z celami strategicznymi określonymi już dla regionu. A więc w pierwszej kolejności powinniśmy dążyć do rozbudowy infrastruktury komunalnej - nowe drogi, remonty już istniejących, kanalizacja sanitarna i deszczowa, rewitalizacja centrum miasta, w drugiej do rozwoju gospodarczego opartego o walory komunikacyjne i przyrodnicze - uporządkowanie przestrzeni urbanistycznej, w trzeciej do wykorzystania walorów turystycznych oraz podniesienia jakości zasobów ludzkich - dalsza rozbudowa bazy sportowej i oświatowej, rozwój społeczeństwa informacyjnego, optymalne kształcenie dzieci, młodzieży i dorosłych oraz poprawa bezpieczeństwa.
Wiem, że podczas prac nad strategią rozwoju regionu przeprowadzono ankietę i na jej podstawie określono te cele, a przecież nikt bardziej nie jest zorientowany w problemach regionu jak sami jego mieszkańcy. Sochaczew może się szybciej rozwijać, ale barierą jest zły stan dróg, brak kanalizacji sanitarnej, słabo rozwinięta infrastruktura turystyczna. Ale mamy za to dobre warunki kształcenia, bliskość Warszawy i potencjał turystyczny regionu – niewątpliwie te atuty trzeba wykorzystać. Gdy dodamy do tego jeszcze bliskość Żelazowej Woli, a więc miejsca urodzin genialnego kompozytora Fryderyka Chopina, szansa rozwoju jest jeszcze bardziej realna.
Moje dyżury poselskie to również skarbnica wiedzy o tym, co trapi i co wymaga mojej interwencji. Mieszkańcy zwracają się z różnymi prośbami i przedstawiają mi wiele problemów. Dlatego też popieram np. projekt o uzyskanie środków europejskich dla MDK, interweniowałam u starosty w sprawie trudności występujących na oddziale pediatrycznym. Interpelowałam u ministra zdrowia w sprawie możliwości przekazywania z budżetu państwa dotacji celowej dla organizacji pożytku publicznego, na przykładzie Fundacji Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera właśnie w Sochaczewie. Jestem w stałym kontakcie z Michałem Sobolewskim, przewodniczącym Rady Powiatowej SLD w Sochaczewie, czy moją parlamentarną koleżanką – byłą senator, a dziś radną Jolantą Popiołek, którą w Sochaczewie wszyscy znają i cenią. Zapraszam więc mieszkańców do kontaktowania się z Radnymi z Sochaczewa i namawiam do kontaktu również z moim biurem poselskim – zawsze chętnie odwiedzam Sochaczew – jak każda kobieta mam tu również swoje ulubione sklepy.

Pytamy o to wszystkich rozmówców naszego cyklu: na pewno znany jest Pani plan uruchomienia cywilnego portu lotniczego w Sochaczewie? Jak ocenia pani nasze szanse? Czy to dobry pomysł, by uruchomienia lotniska podejmowały się samorządy we współpracy z partnerami prywatnymi?

To oczywiste, że samorządy, aby skutecznie realizować zakładane przez siebie cele, muszą bardziej zarządzać niż rządzić. Zarządzanie takie podlega normalnym regułom rynkowym a więc współpraca samorządu z partnerami prywatnymi, nie tylko w tym szczególnym, ale i w każdym innym przedsięwzięciu nie powinna już nikogo dziwić.
Otwarcie cywilnego portu lotniczego na terenie byłego lotniska wojskowego jest szansą dla całego miasta i regionu, której nie wolno zaprzepaścić. W czasach recesji udało się pozyskać poważnego partnera prywatnego, gotowego zainwestować kilkaset milionów złotych. To przecież zapewni całkowite finansowanie budowy lotniska, a więc pozwoli na zrealizowanie zakładanego celu. Wszyscy oponenci powinni zatem dobrze przeanalizować argumenty za realizacją tego pomysłu. Moim zdaniem najważniejsze atuty Sochaczewa w tym projekcie to sprawdzona, istniejąca już infrastruktura lotniskowa, bardzo dobry potencjał komunikacyjny, bliskość dużych aglomeracji warszawskiej i łódzkiej, doskonała baza kadrowa. Do tego należy dodać jeszcze pełną akceptację Władz Samorządowych Zachodniego Mazowsza i Ziemi Łowickiej.
Port lotniczy w Sochaczewie to pomysł, który nie zrodził się w głowach jednego człowieka pod wpływem natchnienia lub geniuszu. To przemyślana strategia powstała w wyniku procesów zachodzących od dawna na rynku usług lotniczych. Nowi, „tani” przewoźnicy swoją ofertę kierują do mniej zamożnych klientów wymagających zapewnienia bezpieczeństwa i terminowości lotów, a najważniejszym skutkiem aktywności tych „tanich” przewoźników jest ogromny wzrost przewozów pasażerskich i zwiększenie dostępności transportu lotniczego. Polska jest ważnym potencjalnym rynkiem dla przewozów lotniczych a Sochaczew jedną z najpoważniejszych lokalizacji pod stworzenie nowego portu lotniczego do obsługi ruchu międzynarodowego w centralnej Polsce.
Jestem przekonana, że potencjał sochaczewskiej propozycji pozwoli być może na szybkie „wyprowadzenie” z Warszawy najbardziej uciążliwej części operacji lotniczych, pozwoli na przekształcenie Międzynarodowego Portu Lotniczego im. Fryderyka Chopina w Warszawie w lotnisko typu „city airport”, a także wykorzystać ogromny majątek istniejącego obiektu lotniskowego w Sochaczewie.

Interesuje się pani muzyką poważną, przypuszczam, że bywa na koncertach w Żelazowej Woli. Zbliża się 200. rocznica urodzin Fryderyka Chopina, którą polscy melomani chcą uczcić z rozmachem. Co powinien zrobić Sochaczew, by dostatecznie wykorzystać to wydarzenie i posiadanie Żelazowej Woli dla swojego rozwoju?

Dzieła Fryderyka Chopina są dla mnie wspaniałym przykładem twórczości romantycznej, a łatwość, z jaką opowiada o miłości i uczuciach oraz aksamitność jego muzyki docenił, na długo przede mną, cały artystyczny świat.
Za pomocą samych słów trudno ukazać wielkość twórczości Chopina, ale zdecydowanie łatwiej ją usłyszeć czy też zaprezentować. Bliskość Żelazowej Woli, a więc miejsca nieomal „kultu” dla wszystkich miłośników muzyki poważnej, to kolejna sposobność dla rozwoju całego regionu, w tym również Sochaczewa. Tak ogromna tradycja chopinowska świadczy o tym, że Chopin był, jest i będzie jeszcze bardzo, bardzo długo. Mało mająca sobie równych sława Chopina w świecie, która nadeszła już za życia artysty, popularność recitali Chopinowskich, festiwale i konkursy jego imienia, tysiące prac o nim i nagrań z jego muzyką, miliony egzemplarzy nut. Urokowi Chopina poddawało się i wciąż poddaje wielu ludzi - wybitni twórcy, wirtuozi, historycy muzyki i wreszcie całe rzesze melomanów, dla których nierzadko Chopin pozostaje ulubionym kompozytorem.
Sochaczew powinien już od dawna budować wokół tego wątku swoją tożsamość kulturową. 200 rocznica narodzin to ważna data i być może przełomowa, ale pozostanie jedynie jedną z wielu rocznic, jaką mieszkańcy Żelazowej Woli będą mieli jeszcze przyjemność obchodzić. Problem w tym, aby tą przyjemnością podzielić się z całą Polską, turystami z kraju i zagranicy, wielbicielami i melomanami. Kultura bowiem ma niebagatelny wpływ na kształt i kierunki rozwoju regionalnego. To zagadnienie kluczowe dla wypracowania wizji przyszłości Mazowsza, dla harmonijnego rozwoju regionu i jego mieszkańców, dla wykorzystania szans, które pojawiają się raz na kilka pokoleń, po czym – jeśli pozostaną niewykorzystane - zamierają. Tak jest i w tym przypadku. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosił program Fryderyk Chopin 2010 – Promesa, w ramach którego fundacje, organizacje pozarządowe i instytucje kultury, mogły wspólnie włączać się w projektowanie i organizację tej uroczystości, przy wsparciu finansowym z budżetu programu FCH 2010. Sejm zaś ogłosił rok 2010 rokiem Chopinowskim. Być może to jest ta szansa, którą należy maksymalnie wykorzystać, a na pozytywne efekty nie będziemy musieli długo czekać.

Stowarzyszenie Upowszechniania Nowych Technologii i Rozwoju Społeczności Lokalnych „e-Sochaczew.pl” jest organizacją pozarządową. Naszą największą ambicją jest udział w rozwoju lokalnej demokracji. Z tego powodu interesuje nas Pani stosunek do koncepcji społeczeństwa obywatelskiego, jakie chcielibyśmy budować, i informacyjnego zarazem, które budujemy na pewno?

Osobiście postrzegam społeczeństwo obywatelskie jako pewnego rodzaju przestrzeń, w której możliwa jest samorealizacja jednostek, a ograniczeniem tej zasady jest dobro wspólne rozumiane w wieloraki sposób - likwidacja bezrobocia, wyrównywanie elementarnych warunków życiowego startu, wiedzy i podstawowej ochrony życia oraz znoszenie skrajnych dysproporcji między biedą a bogactwem. Realizacja tych celów możliwa jest wyłącznie w ścisłej współpracy z reprezentantami społeczeństwa obywatelskiego, ruchami niesformalizowanymi i aktywnymi jednostkami, pragnącymi włączyć się we wspólny proces technologicznego i kulturowego otwierania Polski na Europę i świat. To przecież one są zdolne do kontrolowania władzy i wymuszania przestrzegania praw człowieka.
Problematyka społeczeństwa obywatelskiego szeroko rozumiana jako współpraca z podmiotami pozarządowymi, podział zadań miedzy organy administracji rządowej, samorządowej oraz organizacje pozarządowe, a także działania na rzecz aktywizacji zarówno grup społecznych, społeczności lokalnych, powinna stanowić znaczący element każdego dobrego programu politycznego. W Sojuszu Lewicy Demokratycznej przejawy obywatelskiej aktywności, w tym działania organizacji pozarządowych stanowią przedmiot żywego zainteresowania. Kwestie te od zawsze traktowane są priorytetowo.
Nie należy zapominać, że to za czasów rządów SLD znormalizowano zasady współpracy z organizacjami pozarządowymi, rozwinęły się płaszczyzny współpracy, ujednolicono sposoby zlecania realizacji zadań publicznych podmiotom pozarządowym.
Nikogo już chyba nie trzeba przekonywać, że rola organizacji pozarządowych w dialogu społecznym jest bardzo ważna. Dlatego też jestem zwolenniczką utrzymania istniejących instytucjonalnych form pełniących funkcję doradczą, będących zarazem forum wymiany opinii i konsultacji. Według mnie możliwość alokacji 1% podatku dochodowego na rzecz organizacji pożytku publicznego jest rozwiązaniem bardzo trafnym. Dzięki tej możliwości organizacje pożytku publicznego mają szanse na zdobycie większych środków na realizacje swoich statutowych celów. Ponadto istnienie takiego mechanizmu motywuje organizacje pozarządowe do zdobycia statusu pożytku publicznego, co jak wiadomo wymaga od ubiegającego się podmiotu spełnienia określonych warunków, ale niesie ze sobą prestiżową pozycje i przywileje wynikające z posiadania takiego statusu.

Jaką rolę przypisuje Pani internetowej komunikacji z wyborcami?

W mojej pracy Internet jest nieodłącznym narzędziem komunikacji oraz informacji. Jest to oczywiście jedna z wielu form dostępnych w dzisiejszych czasach i choć nie pozbawiona wad, zapewnia najszybszy i dość precyzyjny dostęp do wszelakiej wiedzy. Zakładam zatem, że pod żadnym pozorem nie można go lekceważyć, także w kontakcie z wyborcami. Mam nawet wrażenie, że Internet i wszystko co z nim związane należy traktować jako coś co służy czemuś więcej. Nie odkryję tutaj żadnej prawdy, jeżeli powiem, że w pewnych środowiskach, szczególnie ludzi bardzo młodych, to styl życia, model zachowania a nawet pozycji w społeczeństwie. Czytelnicy portalu e-sochaczew są tego żywym dowodem. Gdyby nie Internet nie rozmawiałybyśmy przecież teraz, pewnie w ogóle byśmy się nie poznały. Podam przykład kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych, której przyglądałam się z bliska uczestnicząc, na zaproszenie rządu USA, w programie dla liderów partii I-Vote. Największym zaskoczeniem był dla mnie całkowity brak billboardów i plakatów kandydatów startujących w wyborach. W znakomity sposób zastąpił je Internet i wolontariat - zwłaszcza w kampanii Demokratów, co zresztą przyniosło im wielki sukces. Chciałabym, żeby i w Polsce tak było. Internet ułatwia przecież kontakt interpersonalny, tworzy całe społeczności. Dlaczego nie zastosować takiej formy w Polsce? Być może dzięki takim rozwiązaniom zainteresujemy problemami politycznymi również młodych ludzi, którzy stanowią najwyższy odsetek użytkowników Internetu. SLD ruszyło z interaktywną telewizją internetową. To jeden z pomysłów przywiezionych właśnie z USA. Inna obserwacja jest taka, że na partyjnych portalach nie należy poprzestawać. One są ważne - EUROTIMSLD w ostatnich wyborach do Europarlamentu przyniósł olbrzymi sukces. Trzeba jednak pamiętać, aby być aktywnym wszędzie – na portalach takich jak Wasz, na YouTube, portalach społecznościowych typu nasza-klasa itp. Nikt nie traktuje już na równi polityka bez własnej strony internetowej czy możliwości kontaktowania się z nim przez e-mail – to swoisty znak naszych czasów. Nowe, nie zużyte jeszcze formy ekspresji sprawiają, że przekaz jest bardziej wiarygodny. Internet można wykorzystać przecież na wiele sposobów: do prezentacji poglądów, tworzenia pozytywnych opinii czy choćby zwoływania wolontariuszy na wspólnie organizowane akcje.

Stowarzyszenie „e-Sochaczew” podejmuje szereg działań mających na celu stworzenie właściwego pola współpracy i wymiany doświadczeń pomiędzy organizacjami pozarządowymi i przedstawicielami instytucji samorządowych. Czy Pani zdaniem organizacje NGO mogą i powinny przejmować od samorządów właściwe dla swojej działalności zadania do realizacji?

Ponieważ teza o użyteczności organizacji pożytku publicznego jest bezsprzecznie udowodniona, należałoby to pytanie nieco odwrócić. Czy zatem polskie samorządy lokalne w oparciu o ustawę o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie na tyle wspierają organizacje pozarządowe, by te mogły stać się znaczącymi podmiotami ekonomii społecznej?
Kwestie przejmowania zadań od samorządów przez organizacje pozarządowe poruszane są od kilku lat, a szczególnie od 2003 roku, kiedy to wprowadzono ustawę o organizacjach pożytku publicznego i o wolontariacie. Ekonomia społeczna kieruje się zasadą działania na rzecz ludzi. Opiera się na szeregu wartości takich jak solidarność, partycypacja, samorządność itp. Odgrywa również istotną rolę w społecznym rozwoju lokalnym. Podmioty ekonomii społecznej to działalność gospodarcza lub przedsiębiorstwo społeczne, które zatrudnia ludzi, podejmuje ryzyko ekonomiczne itd. Ten sektor pozarządowy jest, moim zdaniem, do końca nierozpoznany i nie można określić, z jaką skalą zjawiska mamy do czynienia.
Jedno jest pewne, że organizacje pozarządowe traktują samorząd terytorialny jako swego naturalnego partnera. Ustawa o działalności pożytku publicznego, choć nie odnosi się wprost do ekonomii społecznej jako takiej, to wprowadza uregulowania, które mogą być wykorzystane do rozwoju trzeciego sektora, a co za tym idzie, zwiększenia jego roli w ekonomii społecznej. To jednak w dużej mierze od samorządów lokalnych zależy, czy wykorzystają zapisy do wzmacniania sektora pozarządowego, ale to nie zwalnia organizacji pozarządowych z zabiegania, aby możliwości, jakie stwarza ustawa, były wykorzystane.
Ustawa jasno precyzuje kwestie kontraktowania usług, określając sposób powierzania zadań własnych samorządów organizacjom pozarządowym. Precyzyjne określenie wszystkich części składowych usługi pod względem ilościowym i jakościowym: kwestii formalnych, materialnych, kadrowych i finansowych i spełnienie ich przez organizację pozarządową, której zadanie jest powierzane, redukuje ryzyko do minimum i jednocześnie gwarantuje powodzenie. Jestem zadecydowanie „za”, ponieważ zadanie jest wykonane, a z punktu widzenia organizacji takie działanie stabilizuje jej działalność, umożliwia realizację celów statutowych, a wieloletnie kontrakty dają dużą szansę dla zaistnienia organizacji pozarządowych jako podmiotów ekonomii społecznej.

Jak ocenia pani minioną połowę kadencji parlamentu i jakie ma pani plany na drugą połówkę?

Moja działalność koncentrowała się, zgodnie z przypisaną mi problematyką, przede wszystkim na kwestiach konstytucyjnych i polityki międzynarodowej. Jestem wiceprzewodniczącą SLD odpowiedzialną za sprawy międzynarodowe i wiceprzewodniczącą sejmowej komisji spraw zagranicznych. Cieszę się , że w toku prac Komisji Nadzwyczajnej do zmian Konstytucji udało nam się porozumieć i dokonać zmiany zabraniającej kandydowania do Sejmu bądź Senatu osobom skazanym za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego.
Wykorzystuję w swojej pracy doświadczenie, które zdobywałam u prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i w tym kierunku się rozwijam. Jako polityk i prawnik zdobywam doświadczenie nie tylko w polityce europejskiej, ale także światowej. Miałam zatem możliwość spotkania się i odbycia rozmów z czołowymi przedstawicielami życia politycznego i gospodarczego świata, prezydentami, premierami, ministrami spraw zagranicznych, przedstawicielami Parlamentu Europejskiego .
Również w czasie tej kadencji oprócz pracy w parlamencie i dyżurów poselskich w moim okręgu, uczestniczyłam w dziesiątkach międzynarodowych sympozjów i narad poświęconych sprawom bezpieczeństwa, rozbrojenia, globalizacji, walki z głodem, walki o prawa człowieka, prezentując tam polski punkt widzenia na omawiane sprawy. Brałam także udział w obradach wielu socjaldemokratycznych partii europejskich, choćby hiszpańskiej, portugalskiej, czeskiej, słowackiej, w których uczestniczą często przedstawiciele miejscowych środowisk opiniotwórczych - nauka, kultura i biznes - oraz Polonii, brałam udział w obradach frakcji europejskich socjalistów.
W Stanach Zjednoczonych, gdzie przebywałam na zaproszenie Departamentu Stanu USA, ukończyłam kurs dla liderów politycznych. Tak więc, obok doświadczenia zdobytego w Polsce, mogę mówić o znacznym doświadczeniu międzynarodowym. Staram się być obecna w mediach po to, by prezentować i popularyzować stanowisko SLD w kwestiach polityki zagranicznej i bieżącej polityki krajowej , ale również zajmuję stanowisko w sprawie problemów dotyczących mojego okręgu wyborczego. Tak wiec mogę z pewnością stwierdzić, że były to dla mnie dwa lata bardzo wytężonej pracy.
Plany na przyszłość? Przygotowujemy się do konwencji programowej partii. Jeśli chodzi o mój okręg wyborczy, zamierzam bywać na spotkaniach z moimi wyborcami jeszcze częściej, a dla młodzieży z mojego okręgu przygotowuję niespodziankę. Myślę, że w przyszłym miesiącu zdradzę ją Waszym Czytelnikom, bo i Portal e- Sochaczew, mam taką nadzieję, będzie miał w tym przedsięwzięciu swój udział.

Dziękuję za rozmowę.


Na zdjęciach poseł Jolanta Szymanek-Deresz w różnych sytuacjach zawodowych i prywatnych: I-Vote USA, Orlen Polish Open 2007, Spotkanie z młodzieżą na konwencji SLD, Z laureatką konkursu wiedzy o UE, Z przewodniczącym RM SLD Płock, Dzień Wojska Polskiego Płock.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości