Sochaczew Sport Biegi śledź ten temat A A A

Jeszcze o Maratonie Warszawskim oczami naszej klubowiczki.

dodany: 2011-10-05, godz. 21:58
Jeszcze o Maratonie Warszawskim oczami naszej klubowiczki.
„Jeśli chcesz kogoś poznać, zabierz go w podróż”, mawiają Chińczycy.
Dwa lata temu, zupełnie przypadkowo, zafundowałam sobie najbardziej ekscytującą i najcudowniejszą podróż jaką można sobie wyobrazić, wybrałam się bowiem na Maraton Warszawski. Nigdy nie podejrzewałam się o taką wytrzymałość, zarówno fizyczną jak i psychiczną. Teraz mogę wszystko - powiedziałam do siebie na mecie.
Pozytywna energia, jaką naładowałam się podczas maratonu towarzyszyła mi każdego dnia. Dlatego zdecydowałam, że raz na rok będę biegać maraton, choć zdecydowanie nie jest to mój dystans.
W tym roku na 42. w Stolicy zapisałam się już w maju. Oczekiwaniu towarzyszyła rosnąca ekscytacja.
Miesiąc przed startem zadzwonił do mnie Znajomy biegacz. „Chciałbym przebiec maraton, myślisz, że dam radę?” - zapytał. Idiotyczne pytanie. Skąd ja mam to wiedzieć? Poradziłam mu żeby spróbował.
25 września. Stoimy w czterotysięcznym tłumie. Czuje w brzuchu motyle, wiem, że doniosą mnie do mety, jeśli nogi odmówią współpracy. Jest chłodno i jasno, jest fajnie. W myślach liczę kroki, żeby utrzymać stałe tempo - kilometr w osiem minut.
Na 25 kilometrze Znajomy oświadcza, że on już nie może. Zaczyna gadać o tym co go boli. A kogo nie boli? Dlatego uprawianie sportu nazywa się wysiłkiem fizycznym. Próbuję zmienić temat, skierować mu myśli na inny tor, ale wiem, że jego koniec jest bliski. Na 32 wali głową w ścianę. „Nie dam rady” - mówi. Wiem, że się myli, ale szkoda mi energii na przekonywanie go, że jest inaczej. Żegnam go z pewną ulgą. Wiem już, że nie tylko nie poprawie zeszłorocznego czasu, ale nawet nie zmieszczę się w limicie. Modlę się w duchu, żeby nie kazali mi zejść z trasy. Pełna obaw popełniam błąd. Przyspieszam. Łapie mnie kolka. Przechodzę do marszu. I wtedy nie wiadomo skąd pojawia się chłopak na rowerze. Pomaga złapać rytm, uregulować oddech. Biegnę tak, jakbym dopiero wystartowała, jakbym nie miała w nogach tych 37 kilometrów. Jest cudnie. Jest meta! Bardzo Ci dziękuję, Adasiu!
Zgodnie z hasłem tegorocznego maratonu, przekonałam się, że moc jest we mnie. Bardzo dużo mocy!
„Mamo, gdzie jest twój medal? Bo muszę się pochwalić chłopakom w szkole.” Są biegacze dumni ze swoich czasów. Ja mam syna, który jest dumny ze mnie.

Katarzyna Bulicz - Kasprzak.


Share |

Zobacz więcej:

Źródło: Klub Maratończyka Aktywni
www: www.aktywni.e-sochaczew.pl


zgłoś naruszenie powiadom znajomego

komentuj  wydrukuj 

Komentarze do wpisu (0)


Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu. Chcesz być pierwszy?

dodaj swój komentarz




Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.




Czytaj więcej w Biegi

Radek Sikora Mistrzem Mazowsza!

Czytaj więcej »

Logowanie
login:
hasło:
zapamiętaj mnie
 
Ogłoszenia premium

 daj ogłoszenie

 
Grupy