Jest to taki dzień w roku, kiedy uczniowie cieszą się z laby, a nauczyciele stają na głowie, by zapewnić im rozrywkę. Zapewne nie tylko po to, by umilić dzieciakom ich święto, ale też i po to, by mieć towarzystwo na oku. Organizowane więc są festyny, wypady do kina czy inne imprezy. Na ogół każda szkoła coś tam zapewnia w tym szczególnym dniu. Niepisaną zasadą jest, że 1 czerwca uczniowie nie targają wypchanych plecaków. Wyjątkowo wędrują do szkoły nie obciążeni licznymi pomocami naukowymi. Najprostszą i zarazem najtańszą formą rozrywki jest szkolna dyskoteka, jakieś napoje, lody, czy kanapki. Nawet najmniejsze wiejskie szkoły coś dla swoich dzieciaków zrobiły. Ewenementem wydaje się więc przypadek jednej z sochaczewskich placówek. Litościwie nie wymieniam jej nazwy i adresu, ale myślę, że osoby zainteresowane bez trudu odgadną, o którą chodzi. Powiem tylko tyle, że jest ona znana z prężnych działań na różnym polu, z dbałości o potrzeby najmłodszych. Tym bardziej dziwi, że 1 czerwca uczniowie grzecznie przymaszerowali tu z książkami i zeszytami. Jedna z nauczycielek zapewniła im co prawda rozrywkę w postaci kartkówki. Nie jestem tylko pewna, czy Dzień Dziecka należałoby akurat tak uhonorować. Milusińscy byli mocno zawiedzeni, szczególnie, że nastąpiła nieunikniona konfrontacja z uczniami innych szkół. Koleżanki i koledzy z tamtych opowiadali, co się u nich działo, jakich atrakcji ciało pedagogiczne czy inni sponsorzy dostarczyli. Tu nie było dosłownie nic – ani jednego marnego lizaczka czy balonika. A może wydarzyło się w tej szkole coś, co przekreśliło wszelkie szanse na uczciwy, porządny Dzień Dziecka? Może dzieci coś przeskrobały i to była zbiorowa kara?
balbina
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze