Reklama

Dolina Muminków i Dolina Krzemowa - wywiad z Grzegorzem Kurkiem

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
20/12/2011 09:57
Z burmistrzem Mszczonowa Józefem Grzegorzem Kurkiem rozmawia Andrzej Smyczek

Zamiast Centralnego Portu Lotniczego pod Mszczonowem będzie olbrzymi park rozrywki. Żal panu lotniska?
Każda z tych inwestycji jest w stanie gospodarczo ożywić region. Lotniska trochę żal. Niestety, okazało mrzonką kolejnych ministrów i rządów. Chyba nikt tak naprawdę nie zamierzał go realizować. Dlatego w miejscu planowanego portu lotniczego powstanie wielki park nauki i rozrywki. Siła wabiąca Park of Poland, bo taką nazwę nosi projekt, może się okazać równie duża, a może i większa niż portu lotniczego. A czas uzyskania zakładanego efektu o wiele krótszy.
- Na stworzenie parku rozrywki i potrzeba ogromnej powierzchni. Ten pod Mszczonowem , wraz z innymi planowanymi przedsięwzięciami ma mieć 3200 hektarów. Jak udało się panu przekonać okolicznych rolników, żeby pozbyli się ojcowizny?
- Na początek inwestorowi, spółce Global Parks Poland, będzie potrzeba 250 hektarów, potem znacznie więcej. Sprzedający ziemię nie wyzbywali się ojcowizny. Była to zazwyczaj ta część areału, z której mieli niewielki pożytek. Grunty sprzedawali za satysfakcjonującą cenę.
- Może dziwić jednak to, iż godzili się oddać ziemię , a pieniądze otrzymać w bliżej nieokreślonej przyszłości.
- Czas zapłaty został dokładnie określony. Podczas pierwszych spotkań z mieszkańcami inwestor wyjaśniał, a ja to potwierdzałem, że on sam jako podmiot zagraniczny nie może nabyć ziemi rolnej. Procedura nakazuje najpierw zmienić studium uwarunkowań planu, potem zrobić plan zagospodarowania, zatwierdzić go, opublikować i dopiero wówczas inwestor może wypłacić należność za ziemię. W Polsce ta procedura trwa długo. Skróciliśmy ją do granic rekordu świata. Jeśli w marcu tego roku były podjęte uchwały o zmianie planu, a w końcu roku część planów jest już uchwalona, to szybsze tempo trudno sobie wyobrazić. Teraz powinien nastąpić ruch wojewody. Sprzedający ziemię wiedzieli dokładnie, że procedury mogą potrwać do wiosny, a najpóźniej do 30 czerwca otrzymają pieniądze w kwocie zapisanej w umowie wstępnej. Sądzę, że pierwsze należności będą wypłacane w lutym 2012 roku.
- Co, pana zdaniem decyduje o powodzeniu przy wykupie gruntów pod inwestycję?
- Jasne stawianie sprawy i konsekwencja w jej załatwianiu. Jeden trudny etap mamy już za sobą. Przed nami kolejne.
- Gdzie mogą się pojawić zagrożenia?
- W negocjacjach z ministerstwami. Na przykład z resortem transportu. Skala zaplanowanej inwestycji będzie wymagała przebudowy lub modernizacji części dróg krajowych i węzłów komunikacyjnych. Płotkiem do przeskoczenia jest kolej. Ludzie powinni mieć możliwość dotarcia do Park of Poland nie tylko samochodem. To wymaga prac koncepcyjnych i niemałych nakładów na usprawnienie połączeń ze stolicą. Stosunkowo najłatwiej będzie dostarczyć do parku rozrywki i nauki media: gaz, wodę, energię elektryczną.
- Czy kłopotów nie wróży ż to, że największy park tematyczny w Europie Środkowo-Wschodniej będzie się rozpościerał na obszarze trzech sąsiadujących ze sobą gmin: Mszczonowa, Radziejowic i Puszczy Mariańskiej?
- Właśnie po to, by nikt nikomu nie wchodził w szkodę powołaliśmy 7 grudnia Strefę Aktywności Gospodarczej. Obejmuje wydzielony obszar trzech gmin powiatu żyrardowskiego. Oprócz nas, wójtów gmin i inwestora, spółki Global Parks Poland, list intencyjny w tej sprawie podpisali: starosta powiatu żyrardowskiego i wiceprezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji zagranicznych Marek Łyżwa. W takim gronie wręcz nie wypada się kłócić. Strefa jest po to, aby wszystko było poukładane. Spodziewamy się, że inwestorów w strefie będzie wielu. Trzeba będzie umiejętnie godzić różne interesy. Sukces może dać jedynie zgodne działanie.
- Kto będzie głównym sternikiem?
- To nie jest jeszcze ustalone. Z pewnością decyzje będą zapadać kolegialnie.
- Nawet jeśli o większości spraw: rozlokowaniu centrów konferencyjnych, parku nauki czy obiektów służących rozrywce będzie decydował „triumwirat” , to nie na każdą decyzję inwestycyjną będzie miał wpływ. Okoliczne miasta i gminy będą próbowały złowić coś dla siebie – wybudować hotel czy inny obiekt turystyczny.
- Każdy z pewnością coś złowi. Mszczonów nie będzie miał monopolu na usługi turystyczne. To trochę tak jak z Zakopanem. Miasto ma promień oddziaływania inwestycji. W strefie około 50 kilometrów od turystycznego centrum powstaje mnóstwo obiektów i usług, które muszą to centrum obsłużyć. Podobnie będzie z Mszczonowem. Dokoła jest mnóstwo miast, które będą chciały zdyskontować napływ turystów i stworzyć nowe miejsca pracy w szeroko pojętych usługach. Piaseczno, Skierniewice, Sochaczew, Grodzisk Mazowiecki , Pruszków – to tylko pierwsze z brzegu przykłady.
- Grodzisk Mazowiecki zamierza wybudować własne centrum rozrywki, więc stworzy się raczej układ konkurencyjny.
- Jeśli rzeczywiście centrum rozrywki tam powstanie, to tak, będziemy konkurencją.
- Powątpiewa pan w ideę Adventure World Warsaw pod Grodziskiem?
- Życzę pomysłodawcom tamtego projektu jak najlepiej, ale nie sadzę, by mogły w bliskiej odległości od siebie powstać dwa podobne parki.
- Wygra ten, kto będzie pierwszy?
- A pan nie zamierza być drugi?
- Nie.
- Ale Peter Jan Mulder zainwestował już podobno w grodziski projekt 11 mln euro?
- Nie wiem, na co mogło pójść 11 mln euro, skoro ziemi nikt tam nie kupuje. Ja interesuję się projektem mszczonowskim i robię swoje. Wiem, że nasz inwestor jest wiarygodny. Jego dwie spółki: Cinema City Poland i Ronson Development są notowane na polskiej giełdzie. Obie przynoszą spory dochód. Kierują nimi wiarygodni ludzie. Dlatego mam prawo wierzyć, że inwestycja Park of Poland będzie zrealizowana.
- Wedle dostępnych informacji Inwestorzy spod Grodziska też stworzyli biznesplany i zamierzają ugrać na zrealizowaniu inwestycji duże pieniądze.
- Spółka Global Parks Poland zanim przyszła do Mszczonowa, próbowała rozmawiać z Grodziskiem i kupić tam grunt. To się jej nie udało.
- Dla was skupienie paruset hektarów to pestka?
- Z pewnością to niełatwe przedsięwzięcie. Ale – jak widać – wykonalne. Uzgodniliśmy z inwestorem, że żadnych informacji na temat projektu nie będziemy rozpowszechniać, dopóki nie skupi potrzebnej mu ziemi. I, po cichu, dopięliśmy swego.
- Nie pierwszy raz robi pan po cichu swoje. Wiele lat temu – także bez rozgłosu - skupił pan tereny pod inwestycje. W Mszczonowie ulokowały się potem duże firmy logistyczne.
- Dają teraz pracę setkom ludzi. Jedna tylko firma FM miała zatrudniać 120 osób. Dzisiaj zatrudnia ich około tysiąca.
- Czy w związku olbrzymią budową przewiduje pan porozumienia z innymi samorządami niż Radziejowice i Puszcza Mariańska?
- Jeśli wziąć za przykład parki rozrywki we Francji czy Niemczech, to tam rozwój infrastruktury hotelarskiej był przewidywalny. Polska aż tak przewidywalna nie jest. Być może zamiast hoteli powstanie w strefie oddziaływania parku sieć prywatnych kwater, minihotelików? Istnieją ogromne możliwości zaadaptowania na miejsca noclegowe niepotrzebnych strychów, nadbudówek, poddaszy, pomieszczeń gospodarczych. Zapewne wraz z okolicznymi miastami trzeba będzie stworzyć cały układ turystyczny. Wskazana będzie współpraca na wielu polach.
- Podobno głównym magnesem parku będzie 150-metrowej wysokości rollercoaster?
- Urządzeń służących rozrywce i zabawie będzie co niemiara. Chciałbym, żeby pod Mszczonowem można się było nie tylko pobawić, ale również poćwiczyć umysł. Skoro już trochę kopiujemy Florydę, to dlaczego nie Kalifornię i tamtejszą Dolinę Krzemową? Relaks w parku czy multipleksie mógłby być połączony z możliwością odwiedzenia centrum innowacji. Chodzi o stworzenie możliwości spotkań naukowców, studentów, uczniów, ludzi o otwartych, kreatywnych umysłach. Zaistniałyby warunki do zupełnie nowej edukacji młodzieży. Mógłby tu powstawać kapitał w postaci know-how, czyli wiedza, którą można wdrożyć w nowe technologie. Dziś nie ma już wyścigu, kto wyprodukuje więcej obrabiarek, ale kto posiada wysoko specjalistyczną wiedzę.
- Hodowla „pięknych umysłów” w pobliżu karuzeli?
- Chodzi o to i o coś więcej – by najbardziej twórczy, kreatywni ludzie pozostali w kraju, a nie wyjeżdżali w poszukiwaniu możliwości rozwoju za ocean.
- Słowem park rozrywki wygląda jedynie na pomysł wstępny.
- Bo tak jest w istocie. Ludzi trzeba najpierw czymś w określone miejsce przyciągnąć. Nie tylko rollercoasterem. Tu musi być dużo nowych „zabawek”, rzeczy, których nie ma gdzie indziej. A przy okazji możliwość wzięcia udziału w ciekawej konferencji i obcowania ze światem najnowszych wynalazków.
- I na wybudowanie czegoś w rodzaju Centrum Naukowego „Kopernik” z dodatkami potrzeba aż 3 tysięcy hektarów?
- Owe 3200 hektarów to obszar całej Strefy Aktywności Gospodarczej. Potrzeba aż tyle miejsca, bo nie chcemy dopuścić, by jednio drugim zaglądali w okna. Duża przestrzeń daje inwestorowi możliwość realizowania śmiałych planów.
- Wielka skala projektu i krótki, czteroletni czas jego realizacji. Czy niestabilna sytuacja gospodarcza w Europie nie tworzy zbyt wielkiego ryzyka?
- Inwestorzy na wielkie projekty wydają się przygotowani. Mają w ich realizacji spore doświadczenie. I nie wybrali chyba złego momentu. Niepisana reguła brzmi, że wszystkie inwestycje w dziedzinie rozrywki buduje się w kryzysie. Wówczas buduje się najtaniej i najszybciej. Kryzys nie będzie trwał cały czas. To sinusoida. Gdy się skończy, zaczną się sprzedawać usługi. 2015 r. to moment, kiedy na świecie wiele problemów się rozstrzygnie.


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Reage77 2011-12-28 10:16:16

    Zdaje się, że to taki sam sen jak ten o lotnisku. Owszem powstanie park rozrywki, ale koło Grodziska i z tego powinniśmy się cieszyć – będzie trochę bliżej J

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama