Tęskno mi, Panie. Smutno, nudno, ponuro, szaro, staro. Nie ma nic, co mogło by mnie wybudzić. Kubek borowikowej z proszku jest jak otępiająca zmysły trucizna z miazmatami zamiast grzanek (wiem, miazmaty to nie jest szczególnie zręczne określenie w tym wypadku, ale jestem smutna i mądre słowa maja potęgować to wrażenie, tak?). Jest źleee. Deszcz spływający z szyby miesza się z moimi łzami (nie pytajcie, dlaczego akurat płakałam na oknie. Nie chcę o tym mówić, tak?). Ze smutku i obezwładniającego znudzenia piszę artykuły. Mające wprowadzić całą ludzkość. W stan przynajmniej poddepresyjny. Nie mam siły konstruować zdań złożonych. Jawią mi się one jak gigantyczne budowle, do stworzenia których brakuje mi robotników. I narzędzi. Szczerze, nie chce mi się nawet stawiać rusztowania.
Czego mi brak? Za czym tęsknię? Do czego wzdycham? Otóż, powiem. To trochę wstydliwe – do mamusi. Tak daleko ode mnie! Wyszła na tak długo! Nieopierzone pisklę na krawężniku, wśród nieprzystępnych wieżowców i obojętnych sklepów odzieżowych Warszawy. Jak mogła zostawić mnie na pastwę ludzi? Kwilę, wymachuję krótkimi skrzydełkami, znikąd pomocy. Odpalam z YouTube najsłynniejszy kawałek Radiohead i zawodzę wraz z wokalistą – What the hell am I doing here?! I don’t belooooong heeeeere…!!
Znacie to uczucie. Każdy czasem musi stawić czoło światu zewnętrznemu bez mamusi u boku. Długo mogę sobie wmawiać, że dobrze mi samej. Ale nikt mnie nie zbeszta za bałagan w pokoju, nikt nie pomarudzi, że ubieram się jak chłopak i dostałam dwóję z matmy (tak, mamo, jeśli to czytasz – wczoraj dostałam dwóję z matmy). Jestem skazana na siebie, swoją beznadziejną pobłażliwość wobec własnych niedociągnięć i tęsknotę za tym światem, gdzie kruszynę chleba podnoszą przez uszanowanie… Oczywiście mogłabym podciągnąć to pod coś w rodzaju „Najlepsze życzenia na spóźniony Dzień Mamy i pamiętajcie, że bez względu na to, jak Wasze mamy Was denerwują, są też bardzo kochane.”. Ale nie, to nie chodzi o Dzień Mamy. To nie chodzi o mnie. Nie chodzi o mamę. Chodzi o ból, tęsknotę i miazmaty w borowikowej w proszku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dobrze, że miazmaty jednak są trafne, zawsze mam problemy ze słowami, które dopiero co ujrzę w słowniku wyrazów obcych ;)
Pisz prawdę Justyna.To nie mama wyszła, to Ty wchodzisz powoli w samodzielność. :)A miazmaty jednak są trafnym określeniem. Zwłaszcza w borowikowej w proszku. Przy takiej ilości konserwantów... ;)
Dobrze, że miazmaty jednak są trafne, zawsze mam problemy ze słowami, które dopiero co ujrzę w słowniku wyrazów obcych ;)
Pisz prawdę Justyna.To nie mama wyszła, to Ty wchodzisz powoli w samodzielność. :)A miazmaty jednak są trafnym określeniem. Zwłaszcza w borowikowej w proszku. Przy takiej ilości konserwantów... ;)