To może zabrzmieć jak cytat z filmu Barei, gdy napiszę, że właśnie obchodzimy okrągłą 564 tygodnicę Strony Burzyńskiej i dlatego właśnie na mocy tzw. ekstradycji powinni mi oddać samolot. Ale furę także. Wydaje się, że mogłoby to stanowić niezły początek jakiejś zabawnej opowieści, tyle, że cytaty zbyt dosłowne. Kiedyś, gdy nie było telewizorów, radia, komputerów i całego tego informacyjnego szumu, ludzie, co może dziś szokować, rozmawiali ze sobą. Słuchali opowieści innych, opowiadali swoje. Czy byli mniej szczęśliwi? Nie sądzę. Ale byli też opowiadacze zawodowi. Ich historia ma podobno swoje źródła w świecie tradycji arabskiej. Było tak: kto chciał, siadał przy kawiarnianym stoliku obok mistrza opowiadań i słuchał. Jeśli wciągnęła go jego opowieść, siedział dalej i płacił, jeśli nie, odchodził. Ponoć tamci mistrzowie bajeru zwani Hakawati zarabiali krocie i dorabiali się fortun. Podobnie jak dziś właściciele dużych stacji telewizyjnych. Bo ludzie potrzebują bajek. Może nawet bardziej niż chleba. Przy okazji zdałem sobie sprawę, iż ja również w pewnym sensie jestem hakawatim. I cieszy mnie, że już od kilkunastu lat czytelnicy od mojego stolika nie odchodzą. I płacą, swoim czasem i pieniędzmi, a ja mam szansę opowiadać różne, czasem zabawne, historie, dla tak licznego audytorium. A propos bajeru, to niezły musi być zespół disco polo Bayer Full, który robi teraz karierę w… Chinach. Tak Kitajców ten Bayer zbajerował, że o niczym innym tam teraz po chińsku nie gadają i piszą, jak o majteczkach w kropeczki. To najtrudniejszy do zdobycia teraz towar w Chinach. Dlatego pod namową właściwych służb polska grupa zmieniła w chińskiej wersji piosenki tytuł na „Czerwone majteczki”. Nie wiem, ale może mają tam teraz studniówki… w kamieniołomach. I pomyśleć, że polski rząd zupełnie niedawno zapowiadał sprowadzenie wielotysięcznej siły roboczej właśnie z Chin! Co się może sprawdzić, bo przecież za wracającym do kraju Bayer Fullem na pewno ruszą rzesze chińskich fanklubów zespołu. I żeby tylko nie zostali u nas na stałe! Ciekaw jestem, czy też będą żądali tylko 5 zł za godzinę jak Ukraińcy? I jak się z nimi porozumiewać? Może jednak będą znali naizust wszystkie kawałki Bayeru, więc jakoś poleci. Gdy wyczujemy, że chcą nas orżnąć, zaśpiewamy „Moja mała cyganeczko”. Nie będą też na pewno próbowali nawiązywać międzynarodowych stosunków, przepraszam za wyrażenie, bilateralnych, z naszą córką, gdy usłyszą „Majteczki w kropeczki”! No i proszę, znów opowiedziałem pewną historię. A jeszcze, aby ją pogłębić i błysnąć oczytaniem, mógłbym dodać, że już w latach trzydziestych ubiegłego wieku niejaki Witkacy, czyli Stanisław Ignacy Witkiewicz, kokainista i wszechstronny artysta, przepowiadał w swej powieści „Nienasycenie”, żółtą nawałę zakończoną okupacją Polski. Było to prorocze ostrzeżenie Witkacego, który dostrzegł w komunistycznych Chinach zagrożenie. Ekspansja miała udać się dzięki tabletkom Murti-Binga, mongolskiego filozofa, które dawały szczęście, pogodę ducha, uwalniając człowieka od wszelkich trosk, ale jednocześnie usypiając jego czujność. Warto o tym przypomnieć, dokładnie w okrągłą 125 rocznicę urodzin Witkacego, który przyszedł na świat 24 lutego 1885 roku w Warszawie. A ja mam nadzieję, że nikt dziś od mojego stolika wcześniej nie wstał. I przysiądzie się znów za tydzień. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze